Złoto dla wpuszczonych?



Rozgrywki żużlowej Enea Ekstraligi wkraczają w decydującą fazę. Najbliższe dwie niedziele upłyną pod znakiem meczów o medale. Tym razem nie będą ich wręczać, tym razem będą o nie walczyć cztery zespoły.

Piątek w pracy. Chłodny, jesienny poranek, dwa dni po półfinałowych zmaganiach w Enea Ekstralidze. Otoczka ponurej, wrześniowej aury, natchnęła mnie do przemyśleń o dobiegającym końca sezonie 2014 roku dla mojej ukochanej drużyny – Fogo Unii Leszno. Konkretnym elementem zaczepienia to dwumecz z tarnowskimi Jaskółkami oraz wydarzenia z sierpnia ściśle z nim powiązane.
 
Stało się to, co przewidziałem. Wpuszczeni na siłę, okazali się nie być chłopcami do bicia. Ba! Oni stali się siłą ponad wszelką miarę i są w tym momencie faworytami do zdobycia złotego medalu Drużynowych Mistrzostw Polski. Buńczuczne zapowiedzi Prezesa Piotra Rusieckiego, mogą się ziścić. Ktoś by powiedział – "awansowali, bo nie jechał Greg". Fakty są takie, że Amerykanin nie zawitał, ani na Smoka, ani na stadion w Mościcach. Weryfikowanie jego ewentualnego wyniku, czy również osiągnięcia nieobecnego Kennetha Bjerre, to tylko przypuszczenia. Jedno jest natomiast pewne, a mianowice to, że sternik biało-niebieskiej armady ma olbrzymie szanse na otrzymanie miana drugiego ojca sukcesu po Józefie Dworakowskim w Lesznie.
 
Finał zawdzięczamy jednak, klubom będącym przeciwko Unibaksowi Toruń. Tej teorii będę się trzymał, pomimo tego, że kilka tygodni wcześniej zostałem nazwany idiotą. Zarówno wygrana Byków w Zielonej Górze, jak i remis "mojego" zespołu u siebie ze Stalą Gorzów w rundzie zasadniczej, nie były dziełem przypadku. Może o tym świadczyć splot sytuacji torowych i pozatorowych. To nie tylko podejrzenia, ale także pewna wiedza, sprawy zakulisowe, o jakich pozostali nie wiedzą, dla własnego dobra. Śledząc od podszewki park maszyn, boksy zawodników, pojedyncze gesty i słowa, można zauważyć aż za wiele. Ja, to "za wiele", ujrzałem na własne oczy.

Sport to nie tylko rywalizacja, sport wiąże się z grubą kasą. Mają one kolosalne znaczenie i są wartością stojącą ponad sportem. Dzień w dzień staram się uzmysłowić, dlaczego? Kibice wypełniają obiekty, emocjonują się wyścigami, które są z góry ułożone przez drugą stronę, czyli głównych dowodzących tą orkiestrą. To taka gra na przekór drugiemu, żeby mi było dobrze, choć sam bym tego nie dokonał bez wydatnej pomocy. Uważam, że jest to pokłosie tzw. "niestarcia o złoto" z zeszłego sezonu. Niestety, sposób w jaki utworzyła się pierwsza czwórka, mnie osobiście mieszanie ucieszył. Mistrzostwo sprawi mi radość, jak każdemu leszczynianinowi, jednak w pamięci nadal będę miał heroicznie ratującego jeden punkt meczowy ze Stalą Gorzów Grzegorza Zengotę i "magiczne" podwójne zwycięstwo Zengiego i Kennetha Bjerre w ostatnim biegu w Grodzie Bachusa.
 
Ciekaw jestem, ile osób teraz bije się w pierś, po tym jak skazywało najbardziej utytułowany klub w Polsce, na rychłą porażkę w fazie play-off. O tym, że to nie przelewki przekonał się Marek Cieślak i jego brylujący Tarnów. Na jego nieszczęście, nie brylował w najważniejszym spotkaniu rozgrywek najlepszej ligi żużlowej świata. Śmieszą mnie tłumaczenia, że były kontuzje, że był zły tor, że w opinii Roberta Wardzały play-offy są bez sensu. Trzeba przyznać wprost – panicznie bali się tego, co się tak naprawdę stało i co się już nie odstanie. Tu wszystko było czyste i taki speedway chciałbym oglądać i komentować.

(anonim)