Zengota: Mocno liczyłem na medal



W coraz lepszej dyspozycji jest Grzegorz Zengota. W czwartek reprezentant Fogo Unii Leszno zajął czwarte miejsce w finale Indywidualnych Mistrzostw Polski, na dobrze mu znanym zielonogórskim torze.

Po zawodach, jeździec leszczyńskich Byków nie tryskał humorem. Zengota znalazł się o włos od podium najbardziej prestiżowej imprezy indywidualnej w kraju. – Losy potoczyły się tak, że mogłem zdobyć upragniony medal. Oczywiście, czwarte miejsce w żaden sposób mnie nie pociesza, ponieważ wierzyłem, że uda mi się osiągnąć nieco więcej, ale nic na siłę. Być może w przyszłym roku będzie mi dane stanąć na podium – powiedział mocno niepocieszony.

W finale, szyki "Zengiemu" pokrzyżował jego klubowy partner, Piotr Pawlicki. Przez moment wydawało się, że obydwaj żużlowcy skończą udział w wyścigu na bandzie. – W biegu finałowym było bardzo blisko upadku, ale nie ryzykowałem własnego zdrowia, które dla mnie osobiście jest ważniejsze – przyznał bez ogródek. – W zawodach indywidualnych na torze nie ma kolegów. Sami pracujemy na swój dorobek punktowy. W niektórych sytuacjach wypada zachować rozsądek, ponieważ nie chodzi o to, żeby się pozabijać – uważa 25-latek.

Przez cały turniej Zengotę gorąco wspierała zielonogórska publiczność. Kibice wciąż mają w pamięci jego udane starty w barwach Falubazu. – Owszem, cieszy mnie to niezmiernie, że kibice nie zapomnieli o mnie. Wiele lat reprezentowałem zielonogórski klub, dlatego ich wsparcie zawsze mnie motywuje do jak najlepszej jazdy – zaznacza z uśmiechem na twarzy.

Był to już drugi tak udany występ Zengoty na obiekcie przy W69 w tym tygodniu. Sam Grzegorz wierzy, że uda mu się utrzymać dobrą dyspozycję do końca sezonu. – Mój występ mimo wszystko może napawać optymizmem. Jeszcze miesiąc temu taki wynik brałbym w ciemno. Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i każdy kolejny, dobry rezultat mnie napędza – mówi otwarcie. – Byłem naprawdę szybki, czułem się dobrze na tym torze i mocno liczyłem na medal. Tego medalu nie ma i nie chcę już o tym rozmyślać, bo przede mną następne, równie ważne zawody – kończy.

Rozmawiał: Łukasz Kaczmarek