Zengota: Lekko nie było



Inauguracyjne starcie ligowe Fogo Unii Leszno z KantorOnline Włókniarzem Częstochowa, zakończyło się triumfem gospodarzy. Po spotkaniu, swój występ indywidualny, wynik drużyny, a także jazdę w parze z Nickim Pedersenem, skomentował Grzegorz Zengota.

Zengota miał tego dnia sporego pecha. Chociaż zdobył 5 punktów w czterech odsłonach, jego dorobek mógł być znacznie większy. Szczególnie szkoda jedenastego biegu, w którym to podczas drugiego podejścia, zawodnik nie miał już tak perfekcyjnego momentu startowego, jak przy pierwszym podejściu. – Mogłem zdobyć tych punktów dużo więcej, bo po pierwszym, wygranym biegu, apetyty wzrosły. W następnym starcie, kiedy to jechaliśmy z Nickim Pedersenem na podwójnym prowadzeniu, popełniłem mały błąd na ostatnim okrążeniu, co wykorzystał Grzegorz Walasek. Nie mogę winić siebie za trzeci występ na torze, w którym zainkasowałem ostatecznie jedno oczko. W czwartej odsłonie, przy pierwszym podejściu zdecydowanie najlepiej wyszedłem spod taśmy, byłem daleko z przodu, ale sędzia przerwał gonitwę na skutek upadku. Drugie podejście nie ułożyło się po mojej myśli. Totalnie zaspałem, wybrałem złą koleinę, później trudno było nadrobić straty pomimo, iż przez cztery kółka zaciekle goniłem rywali – opisuje szczegółowo własną postawę w pierwszym meczu tegorocznych rozgrywek Enea Ekstraligi "Zengi". – Nie jestem do końca usatysfakcjonowany. Kto bacznie obserwował wydarzenia na leszczyńskim owalu, złego słowa powiedzieć nie może, tym bardziej, że wygraliśmy spotkanie – dodaje szczerze.

Życia Zengocie nie ułatwiał jego klubowy kolega z pary, Nicki Pedersen. To właśnie po jednej z szarż Duńczyka w dziewiątym wyścigu, genialnie wypracowana akcja przez Grzegorza i podwójna wiktoria leszczyńskich Byków, poszły w zapomnienie. – Lekko nie było. Myślę jednak, że z meczu na mecz będzie coraz lepiej. Nie spodziewałem się jazdy parowej z Nickim Pedersenem. Nastawiałem się raczej na to, by robić swoje. Tak naprawdę jeden na drugiego nie patrzył, ponieważ mogłoby to przynieść odwrotny rezultat. Trudno cokolwiek dodać – rozkłada bezradnie ręce. – Mam nadzieję, iż w następną niedzielę w Gorzowie, będzie wyglądało to inaczej. W przypadku podobnego ustawienia składu, będę musiał sobie jakoś poradzić – kwituje relacje na torze z "Powerem" wychowanek klubu z Zielonej Góry.

Leszczynianie pokonali częstochowian i jako pierwsi objęli prowadzenie w ligowej tabeli. Zarówno włodarze klubu, jak i wszyscy sympatycy biało-niebieskich chcieliby, żeby taka sytuacja pozostała do samego końca. O sensacyjne rozstrzygnięcia jednak nie trudno, czego przykładem była między innymi porażka murowanego faworyta, Unibaksu Toruń, z teoretycznie najsłabszym zespołem Enea Ekstraligi, Renault Zdunek Wybrzeżem Gdańsk. – Nie przesadzajmy. To było pierwsze spotkanie i każda drużyna mogła zostać liderem. My mieliśmy nieco ułatwione zadanie, ponieważ jechaliśmy zawody u siebie. Nie ma sensu przykuwać temu większej uwagi – tonuje nastroje na temat dalszych wydarzeń, Grzegorz Zengota.

Należy przypomnieć, że w ekipie gości z Częstochowy, zabrakło dwóch kluczowych jeźdźców jakimi są z pewnością Grigorij Łaguta i Michael Jepsen Jensen. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby rosyjsko-duński duet mógł wystąpić na "Smoku". – Włókniarz jest mocnym zespołem. Przypuszczaliśmy, że nie będzie to łatwe starcie – zaznaczył Unista. – Wydawać by się mogło, że przy tych osłabieniach powinniśmy odnieść łatwe zwycięstwo, ale nic z tych rzeczy. Zawodnicy, którzy startowali w ramach zastępstwa zawodnika, czy z rezerw taktycznych, byli dobrze spasowani z torem i również potrafili wygrywać biegi, stąd też wynik taki, a nie inny – wyjaśnia po krótce. – Przewaga czternastu punktów nie jest ani duża, ani mała. Na pewno nie stoimy na straconej pozycji w rewanżu – zakończył 25-latek.

Rozmawiał: Łukasz Kaczmarek