Zengota: Jesteśmy zawiedzeni



Fogo Unia nie pomogła sobie i zaledwie zremisowała u siebie z eKantor Falubazem Zielona Góra. Nie takiego obrotu spraw spodziewał się Grzegorz Zengota.

Z pewnością nie tak miał wyglądać czwartkowy wieczór dla gospodarzy. Po remisie z odwiecznym rywalem, nasza drużyna straciła, choć nie definitywnie, szanse na awans do play-off. – Ten mecz boli, jak żaden inny w tym roku. Jeszcze przed nim, mieliśmy zebrania, gdzie na spokojnie wszystko sobie wyjaśnialiśmy. Szkoda, bo byliśmy zespołem, któremu bardzo zależało i któremu przyświecał jeden wspólny cel. Chcieliśmy wygrać, ale się nie udało. Taki jest sport – powiedział ze łzami w oczach Zengota.
 
Tak fatalnego sezonu, wciąż jeszcze aktualny Drużynowy Mistrz Polski, nie miał już od dawna. Buńczuczne zapowiedzi prezesa Piotra Rusieckiego o kolejnym złotym medalu, okazały się być nieco na wyrost. – W tym sezonie, tak naprawdę każde spotkanie jest dla nas spotkaniem o życie. Nastawialiśmy się na coś zupełnie innego. Liczyliśmy, że to my będziemy bronić tytułu, ale tak się nie stało – przyznaje. – Chcieliśmy dobrze, bez wyjątku. Solidnie przygotowywaliśmy się do tych zawodów i wiedzieliśmy o co jedziemy. Każdy dał z siebie 120 procent zarówno na torze, jak i w parkingu. Jest nam strasznie przykro z tego powodu. Jesteśmy zawiedzeni, że w taki sposób prawdopodobnie zakończy się dla nas sezon – dodaje rozgoryczony leszczyński żużlowiec.

Do końca rundy zasadniczej pozostały dwie potyczki. Oprócz zwycięstw własnych, biało-niebiescy muszą liczyć na łut szczęścia, aby załapać się do pierwszej czwórki. – Nie jest powiedziane, że sytuacja jeszcze się nie zmieni. Jeżeli kolejne mecze pojedziemy z takim duchem i zawziętością, to może uda się uzyskać korzystny wynik. Dopóki istnieje możliwość, to będziemy o to walczyć – mówi nie w pełni przekonany 27-latek.

 
Zawodnik nie krył rozczarowania swoją postawą. W ostatnim czasie przyzwyczaił nas do dwucyfrowych zdobyczy. Tym razem forma naszego lidera była daleka od ideału. – Myślałem, że spiszę się lepiej. Tym bardziej, że moja dyspozycja była do tej pory dobra i można było zazwyczaj przy moim nazwisku zapisać pewne punkty. Męczyłem się, nie miałem w ogóle prędkości, szczególnie na początku, a do tego popełniłem trochę błędów. Być może to zaważyło na tym, iż nie przechyliliśmy szali zwycięstwa na naszą korzyść – uważa zdobywca 5 oczek i dwóch bonusów w pięciu startach.
 
W najbliższą niedzielę na torze w Gdańsku odbędzie się finał PGE IMME. W turnieju wystartuje właśnie Zengota. – Jestem lekko poobijany po upadku w Szwecji. Muszę dojść do siebie przez te kilka wolnych dni. Mam nadzieję, że uda mi się doprowadzić do takiego stanu, w którym będę czuł się swobodnie na motocyklu i poprawię sobie nieco humor tym występem, zajmując wysokie miejsce – zakończył.

(kk)