Tórz: Początki są naszą zmorą



Pomimo problemów kadrowych, Real Astromal wyszedł zwycięsko z sobotnich derbów. Nasi szczypiorniści pokonali na wyjeździe Wolsztyniaka. Zdobycie dwóch punktów  nie było jednak zadaniem łatwym, o czym przekonuje Marcin Tórz.

Triumf z lokalnym rywalem cieszy podwójnie. Leszczynianie, już po raz piąty z rzędu w rozgrywkach ligowych okazali się lepsi od wolsztynian. – Wiadomo, że derby rządzą się swoimi prawami i zakładaliśmy, że nie będzie łatwo. Tak też było. Ja osobiście skupiam się na każdym meczu tak samo. Po prostu trzeba wyjść i walczyć – powiedział Tórz.
 
Otwarcie sobotniego starcia należało do gospodarzy. Po około dziesięciu minutach na tablicy widniał rezultat 7:2 i przyjezdni zmuszeni byli do odrabiania strat. Genialne interwencje Fryderyka Musiała natchnęły ekipę do gry o pełną pulę. – Początki są ostatnio naszą zmorą. Nie potrafimy wejść dobrze w mecz i potem musimy gonić wynik – uważa czołowy rozgrywający. – Kluczem do sukcesu okazał się "Fryta", który odbijał praktycznie wszystko. Obrona również funkcjonowała jak należy – przyznał.
 
Tórz był obok Dawida Wesołka najsktueczniejszym strzelcem swojej drużyny. Były gracz Piotrkowianina sześć razy umieścił piłkę w siatce, lecz zmarnował przy tym również dwie siódemki. – Zawsze mogło być lepiej. Nieważne jest jednak to, kto ile bramek zdobywa. Liczy się zespół i końcowe zwycięstwo – skwitował. – Mamy ustalone, kto podchodzi do rzutów karnych. Pomyliłem się dwukrotnie, ale potem wszedł Krzysztof Meissner i rzucił. Jasne, że jestem na siebie zły, bo nie lubię się mylić w prostych sytuacjach. Piłka ręczna to gra błędów i ten, kto popełni ich najmniej, wygrywa – dodał 28-latek.
 
Fani Wolsztyniaka, już nie po raz pierwszy, stworzyli fantastyczną atmosferę w Świteziance. – Mają świetnych kibiców. Nie raz pokazali, jak powinno się dopingować. Mnie jako zawodnika jeszcze bardziej to mobilizuje i zachęca do walki – stwierdził wychowanek leszczyńskiego klubu.
 
W najbliższą sobotę Real Astromal wraca na własny parkiet. Do hali Trzynastka zawita lider tabeli, Warmia Traveland Olsztyn. – To będzie trudne spotkanie zważywszy na to, iż co chwilę uszczupla nam się kadra. Nie ma Michała Przekwasa i Krzysztofa Misiaczyka, nie wiadomo też co ze zdrowiem Mateusza Nowaka, więc rotacja składem będzie znikoma. Mimo tego, nie poddamy się i podejmiemy rękawicę. Przydałby się komplet publiczności, która z pewnością byłaby naszym ósmym zawodnikiem – zakończył Tórz.