Szkudelski: Po operacji nie ma już śladu



Bardzo udaną pierwszą rundę rozgrywek mają za sobą leszczyńscy szczypiorniści. Real Astromal jest jedną z rewelacji ligi, zajmując miejsce w czubie tabeli. Do zespołu powrócił rekonwalescent, Hubert Szkudelski.
Swoją dobrą grą, popartą również wynikami, nasza drużyna potwierdziła, iż jest w stanie walczyć w tym sezonie o najwyższe cele. – Nie nazwałbym naszej wysokiej pozycji niespodzianką. Bliżej mi do stwierdzenia, że obudziliśmy w sobie potencjał. Pierwsza runda to dla nas euforia po wygranym spotkaniu z Wybrzeżem, ale także rozczarowanie po dwóch domowych remisach, gdzie w drugiej połowie zdarzały się nam przestoje – ocenia Szkudelski. – Można to tłumaczyć tym, że jesteśmy grupą ludzi, która potrzebuje dużego bodźca, żeby grać na maksimum możliwości. Kiedy wydaje się, że mamy mecz pod kontrolą, nasze optymalne pobudzenie szybko spada i gubimy się – dodaje.
 
Ostatnie starcie ze Spójnią Gdynia, pomimo prowadzenia do przerwy, zakończyło się remisem. Ze względu na kontuzję, wśród gospodarzy nie mógł wystąpić lider w talii Ryszarda Kmiecika, Marcin Tórz. – Przede wszystkim zabrakło konsekwencji w ataku po wyjściu z szatni na drugą część. Do tego doszły dwa przestrzelone rzuty karne i z tego powstała nerwowa, wyrównana końcówka. Padł chyba najsprawiedliwszy wynik, ponieważ obie drużyny stworzyły ciekawe widowisko – tłumaczy 25-letni szczypiornista
 
Starszy z braci Szkudelskich wrócił na parkiet nie tak dawno, bo pod koniec listopada. Po urazie kręgosłupa, zdążył wspomóc zespół w trzech spotkaniach. Ze zdrowiem zawodnika, jest już wszystko w porządku. – Po operacji kręgosłupa nie ma już śladu. Te trzy mecze były zagrane przeze mnie bez odpowiedniego przygotowania motorycznego. Brakowało mi jeszcze boiskowego czucia – wyjaśnia. – Przerwę wykorzystam na nadrobienie zaległości. Chcę solidnie przepracować okres przygotowawczy po dołożeniu do treningu piłek, tak aby do mojej gry wróciła pewność – kończy leszczyński rozgrywający.
 
Rozmawiał: Łukasz Kaczmarek