Szansa czy dramat? Tęcza Leszno przed sezonem.



Leszczyńscy kibice pasjonujący się koszykówką z niecierpliwością czekają już na pierwszy gwizdek sędziego w nowym sezonie Ford Germaz Ekstraklasy. Nasza drużyna jak na razie przystępuje do niego w bardzo odmłodzonym składzie, który nie daje gwarancji na play-off, ani stu procentowej pewności na kolejny sezon w PLKK. Czy taki skład to dramat i początek końca? 

Wielu kibiców, trenerów i tzw. „znawców basketu” jest skłonnych do takiej diagnozy. Sześć seniorek, solidnych ale teoretycznie nie z najwyższej półki (choćby cenowej), w połączeniu z szóstką młodych juniorek starszych, to mieszanka na dzisiaj eksperymentalna i nieprzewidywalna. Nie jest ona jednak odosobniona w PLKK. Podobnie bowiem zagra INEA, MUKS, Odra…

Może więc nie jest tak źle? Może ten skład prawie w połowie oparty na wychowankach stanie na wysokości zadania i udowodni malkontentom, niedowiarkom, że tu na miejscu mamy dziewczyny, które chcą bić się o swoje! Nie tylko o wysokie kontrakty na „obczyźnie” ale o punkty, sławę i zwycięstwo dla ich Miasta.

Kiedyś miałem okazję rozmawiać z jednym z działaczy leszczyńskiej Tęczy, który pojechał w ub. sezonie na sparingowy turniej do Ostrowa. Opowiedział mi  oto taką krótką historię. Przed meczem do ławki „leszczyńskiej” drużyny podszedł były sędzia boiskowy z Jarocina, który mając sentyment do Leszna chciał zapytać o jeden z naszych zabytków-synagogę. Podszedł do ławki i zagadnął jedną z zawodniczek. Ta odparła z uśmiechem, ze nie wie nic na temat, bo nie jest z Leszna. Pan sędzia, nie zniechęcony pierwszym podejściem podszedł więc do kolejnych dziewczyn, a następnie trenerów. Niestety nikt nie potrafił mu udzielić żadnej prostej odpowiedzi, gdyż żadna z 10 zawodniczek i nikt z opieki trenerskiej nie był z Leszna! Asystent trenera jednak w ostatniej chwili wypatrzył na trybunach wspomnianego leszczyniaka i chyba tylko tym uratował honor naszego klubu…rzekomo z Leszna.

Ta krótka historia pokazuje nam cały obraz współczesnego sportu, który oparty jest o kontrakty, transfery, wielkie i mniejsze pieniądze. Czy nie warto więc, idąc trochę na przekór  trendom, dać kredyt zaufania tej drużynie? Spojrzeć wyrozumialej i z nadzieją na te młode dziewczyny, które wyrosły tu, w tym mieście i na tej ziemi. Serca do gry im na pewno nie zabraknie, a czy umiejętności wystarczy o tym dopiero się przekonamy.

Marek Marecki