Sadowski: Nie lubię określenia bohater



Po trudnym meczu, zwycięstwo na inaugurację odnieśli leszczyńscy futsaliści. GI Malepszy wygrał w Poznaniu z tamtejszym Kowalski Team. Wyróżniającą się postacią wśród gości był Dominik Sadowski.

Wygrana już na samym starcie rozgrywek ligowych, dobrze wróży na przyszłość. Nasza ekipa, po niesamowitej końcówce, ograła klub ze stolicy Wielkopolski. – Wiedzieliśmy, że będzie to trudne spotkanie. Myślę, iż kluczem do zwycięstwa nad beniaminkiem było doświadczenie nabyte w poprzednim sezonie. Wynik może o tym nie świadczy, lecz Poznań postawił naprawdę mocne warunki i trzy punkty wcale nie przyszły nam łatwo – powiedział Sadowski.

Leszczyński bramkarz był fenomenalnie dysponowany, broniąc wiele strzałów rywali. Głównie dzięki jego pewnej postawie między słupkami, goście zgarnęli pełną pulę. – Szczerze powiedziawszy, nie lubię określenia bohater w sportach drużynowych. Na końcowy rezultat zapracował cały zespół. Pozycja bramkarza jest o tyle specyficzna, że jeden błąd może wszystko zmienić. Robiłem tylko to, co do mnie należy. Miałem dość dużo interwencji i cieszę się, iż przyłożyłem małą cegiełkę do tego triumfu – przyznał 29-latek.

Z przebiegu środowej potyczki, lepsze wrażenie sprawił Kowalski Team. Gra podopiecznych Tomasza Krysiaka i Krzysztofa Kaczmarzyka pozostawiała wiele do życzenia. O rezultacie zadecydowała skuteczność. – Nie zagraliśmy porywająco, ale liczy się efekt końcowy. Wyglądaliśmy zbyt statycznie, mało było zmian pozycji, za wolno operowaliśmy piłką. Początek był trochę nerwowy w naszym wykonaniu, dużo niecelnych podań, ale z biegiem czasu wyglądało to lepiej – uważa doświadczony golkiper.

W najbliższą niedzielę, GI Malepszy Futsal Leszno wybierze się do Mosiny na eliminacje Pucharu Polski. – Na pewno będziemy chcieli pokazać się z jak najlepszej strony. Wychodząc na boisko zawsze staramy się wygrywać, choć osobiście priorytetem jest dla mnie liga – zakończył.

Rozmawiał: Łukasz Kaczmarek