Prz. Pawlicki: Męczyłem się



Za nami pełen emocji finał Indywidualnych Mistrzostw Polski. Zawody na torze w Zielonej Górze do udanych zaliczy Przemysław Pawlicki, który aż trzykrotnie mijał linię mety na pierwszym miejscu. 

Zawodnik Fogo Unii Leszno spisywał się świetnie aż do odsłony barażowej. Miał on bardzo dużą szansę na znalezienie się w wielkim finale, jednak popełnił zbyt wiele błędów, które wyeliminowały go z walki o medal. – Bardzo dobrze wyszedłem spod taśmy, również bardzo dobrze przejechałem pierwszy łuk. Na drugim łuku wybrałem ścieżkę przy krawężniku, gdzie było trochę ślisko i wytraciłem prędkość. Rywale napędzali się po zewnętrznej i wyprzedzili mnie – opisuje wydarzenia, które miały miejsce na torze. – Być może gdybym wybrał inaczej, cieszyłbym się z awansu. Żałuję, że nie było mi dane wspólnie z bratem startować w finale, bo mielibyśmy szansę razem stanąć na podium. Trudno, nie udało się, taki jest sport – dodaje bezradny.
 
Do ciekawej sytuacji doszło tuż po pierwszej gonitwie. Niezwykle nerwowo na poczynania Przemysława Pawlickiego zareagował Krzysztof Kasprzak. – Wyjeżdżając z kredy na wyjściu z pierwszego łuku, kilku zawodników dostawało tak zwanego kopa i podnosiło im przednie koło. W pierwszym biegu wjechałem właśnie w tę koleinę i bardzo mocno mnie pociągnęło. Szczerze powiedziawszy, nie widziałem Krzysztofa Kasprzaka. Sam ratowałem się, by nie uderzyć w bandę. Po wyścigu miał do mnie pretensje, chociaż celowo tego nie zrobiłem. Całe szczęście, że nic się nie stało – wyjaśnia na chłodno kapitan leszczyńskiego zespołu.
 
Na tak udany występ starszego z braci Pawlickich, leszczyńscy fani czekali od dawien dawna. Żużlowiec wreszcie pokazał się z dobrej strony i potrafił zgromadzić na swoim koncie dwucyfrowy dorobek punktowy. – Dla mnie jest to pewien progres, ponieważ w ostatnim czasie miałem problem zarówno ze sobą, jak i z motocyklami. Jestem szczęśliwy, iż zaczynam iść w dobrym kierunku. Czasami w życiu sportowca przychodzi załamanie formy. Ja takie załamanie przeżywałem dosyć długo. Popełniałem proste błędy na starcie oraz na trasie. Bez wątpienia nie był to dla mnie owocny okres, ale myślę, że teraz będzie już tylko lepiej – przyznaje szczerze.
 
Niewątpliwie, takich właśnie startów od żużlowca oczekują włodarze i kibice Fogo Unii. Zbliżają się bardzo ważne spotkania ligowe, w których Leszno walczyć będzie o awans do fazy play-off. Przez bardzo długi czas, 22-latek szukał formy. Czy kolejne występy będą równie dobre? Co tak naprawdę było przyczyną słabszych dni? – Wszystko się skumulowało. Obojętnie na jaki motocykl bym nie wsiadł, nie szło mi, strasznie się męczyłem. Wydaje mi się, że problem też tkwił we mnie. Było mi bardzo trudno cokolwiek zrobić. Zacząłem zmieniać przełożenia, na które inaczej reagował sprzęt. Doszedłem w końcu do ładu i jak widać, mistrzostwa w miarę mi wyszły – tłumaczy.
 
W odróżnieniu od popularnego "Shamka", rewelacyjnie prezentuje się jego młodszy brat, Piotr, który został Indywidualnym Wicemistrzem kraju. Rodzeństwo niemalże na każdym kroku kontaktuje się między sobą, wymieniając swoje poglądy na temat doboru odpowiednich przełożeń. – Bardzo często podczas meczów porozumiewamy się, lecz nie jest to takie proste. Piter ma inne silniki, niż ja i te ustawienia też nie mogą być identyczne – mówi wychowanek biało-niebieskich. – W tym momencie brat jest w niesamowitym gazie, więc nie mogę się do niego porównywać. Daje z siebie wszystko, nie popełnia błędów, jedzie bardzo równo, dzięki czemu zdobywa wiele punktów. To bardzo młody zawodnik, życzę mu oczywiście jak najlepiej. Zawsze będę go wspierał – kończy dumny z postawy "Pitera" Przemysław.

Rozmawiał: Łukasz Kaczmarek