Piotr Pawlicki – wersja 3.0



W fenomenalnej formie po powrocie do ścigania jest Piotr Pawlicki. Kapitan Byków odjechał dopiero drugi mecz dla swojego zespołu, po raz drugi inkasując czysty komplet punktów.

Cieszę się, że znowu zrobiłem 15 punktów. Wiadomo, że to są dwa komplety na własnym torze, więc nie ma co popadać w hurraoptymizm – zauważył Piotr Pawlicki. Dziesięć trójek w dziesięciu dotychczasowych wyścigach w PGE Ekstralidze robi ogromne wrażenie.

Liczba “3” towarzyszyła naszemu zawodnikowi nie tylko z uwagi na dorobek punktowy. W niedzielnym meczu z fotBET Włókniarzem Częstochowa oczy kibiców skupione były na jego pojedynkach z Fredrikiem Lindgrenem, który w tym sezonie jeździ wręcz kosmicznie. Leszczynianin aż trzykrotnie spotkał się ze Szwedem i we wszystkich wyścigach nie pozostawił złudzeń, kto jest tego dnia lepszym zawodnikiem. – Przyjechała do nas bardzo mocna drużyna – wicelider zresztą. Wiedzieliśmy zatem, że mecz będzie bardzo ciężki. Dziękuję zawodnikom z Częstochowy za super walkę. Pokazaliśmy dzisiaj świetny żużel – mówi tuż po spotkaniu Piotr Pawlicki. – Jestem zadowolony ze swojego wyniku, ale najbardziej cieszy mnie wygrana drużyny – dodał zawodnik.

Dla Piotra Pawlickiego wcale nie było to łatwe spotkanie. Reprezentant Fogo Unii Leszno w piątym biegu uczestniczył w groźnej kraksie spowodowanej przez Tobiasza Musielaka. Po spotkaniu nasz żużlowiec narzekał na ból w kolanie. – Oprócz mojej prawej nogi, wszystko jest w porządku. Mam trochę obite kolano, ale jak mocno pewnie wyjdzie jutro. Tobiaszowi podniosło motocykl i wleciał na mnie. Całe szczęście, że nic nam się nie stało – kwitował krótko żużlowiec.

Blisko podobnego upadku było w wyścigu dwunastym. Tym razem winnym zajścia był Piotr Pawlicki, który zablokował tor jazdy Michałowi Gruchalskiemu. Biegu nie przerwano, choć domagał się tego reprezentant gości. Leszek Demski uznał to za błąd arbitra. Szef sędziów ocenił, że bieg powinien być natychmiast przerwany, a Piotr Pawlicki wykluczony. – To nie było zamierzone. Wiedziałem już przy wejściu w łuk, że będę wchodził pod Michała i w szczycie łuku, w momencie kiedy wyłamywałem motocykl, trochę za mało miałem go przyciśniętego nogą na haku. Kiedy złapałem trochę przyczepnej nawierzchni, wyrwało mnie i sam ratowałem się, żeby nie upaść. Michał też utrzymał się na motocyklu. Z mojej strony mogę powiedzieć “przepraszam” – zakończył bohater niedzielnego meczu.