Piotr Pawlicki: To było kompletne szaleństwo



Po kapitalnym widowisku, trzymającym w napięciu do ostatniego wyścigu, Fogo Unia Leszno pokonała na wyjeździe ROW Rybnik 46:44. Wielkim pechowcem okazał się być Piotr Pawlicki.

Starcie Rekinów z Bykami miało bardzo emocjonujący przebieg. Ostatecznie, minimalnie lepsi okazali się goście. – Taka wygrana cieszy podwójnie. To był naprawdę trudny bój dla naszej drużyny, na gorącym terenie, na którym jeździ się niezwykle ciężko. Wiedzieliśmy, jak ważny był ten mecz, biorąc pod uwagę układ w tabeli i czającego się za plecami rywala – powiedział tuż po zawodach kapitan biało-niebieskich.

Wiele kontrowersji wywołały decyzje rozjemcy czwartkowej potyczki, Artura Kuśmierza, szczególnie w odsłonach z udziałem Pitera. W ocenie żużlowca nie były one do końca sprawiedliwe, a za winnych wskazywał jeźdźców gospodarzy. – Było nerwowo, ponieważ pojawiły się niesłuszne wykluczenia, także w moim przypadku. W pierwszym biegu, wjeżdża we mnie Max Fricke, wyrywając mi szprychy z tylnego koła i ściągając mi tylny łańcuch. Nie byłem w stanie dalej kontynuować jazdy. Wejście w łuk na takiej prędkości mogło skończyć się tylko i wyłącznie moim upadkiem – ubolewa. – Następnie, arbiter sugerując się wcześniejszym wypadkiem Tobiasza Musielaka, który położył się specjalnie, wyklucza mnie myśląc, że była to analogiczna sytuacja. Zostałem ewidentnie podcięty. Fredrik Lindgren zachował się jak burak, uderzając we mnie prostym motocyklem, przy okazji uszkadzając także mój sprzęt – uważa leszczynianin. – Z drugiej strony, nie dziwię się sędziemu, który miał do dyspozycji tylko jedną kamerę, oddaloną o około 200 metrów od miejsca zdarzenia. Z pewnością nie było mu łatwo podejmować decyzje – dodaje ze zrozumieniem.

Występ młodszego z braci Pawlickich nie należał do udanych. 22-latek zebrał 5 oczek i dwa bonusy w pięciu startach. – To było kompletne szaleństwo. Jestem poobijany, ale szczęśliwy. Na naszych twarzach pojawił się uśmiech, a zarazem ulga, bo lekko nie mieliśmy. Moim zdaniem, pomimo wielu defektów, wykluczeń, czy nierównych startów, wygraliśmy fair-play. Można powiedzieć, że karma wraca – wyznał bez ogródek.

W nadchodzącą sobotę, zawodnik wybiera się do duńskiego Horsens, gdzie rozegrana zostanie kolejna runda cyklu Grand Prix. – Nastrajam się pozytywnie, a na sam turniej patrzę z optymizmem. Chcę zdobyć jak najwięcej punktów, by zakończyć zmagania w czubie. Być może uda mi się stanąć na podium, a przy dobrych wiatrach nawet wygrać. Zobaczymy, co przyniesie kolejny dzień – zakończył.