Pierwsze starcie o złoto



W najbliższą niedzielę na stadionie im. Alfreda Smoczyka w pierwszym pojedynku o złoto zmierzy się z Falubazem Zielona Góra.

Zbliża się, nadchodzi wielkimi krokami, kibice czekają na niego z dużą niecierpliwością, zastanawiają się, kto będzie górą. Chodzi oczywiście o finał Drużynowych Mistrzostw Polski, w którym to na przeciwko siebie staną dwaj godni siebie rywale – Unia Leszno i Stelmet Falubaz Zielona Góra. Jeszcze na początku tygodnia nie do końca wiadomo było, czy batalia o wyłonienie najlepszego zespołu w Polsce w ogóle dojdzie do skutku. Wszystko to spowodowane zawirowaniami, karami namierzonymi przez Polski Związek Motorowy po spotkaniu Unii z Unibaksem dla zespołu leszczyńskiego. Koniec końców cała sytuacja zakończyła się szczęśliwie dla klubu z Wielkopolski, co sprawiło w euforię nie tylko zarząd, ale także wszystkich fanów Byków, bowiem każdy z zainteresowanych będzie mógł zasiąść na stadionie im. Alfreda Smoczyka i dopingować mistrzów tegorocznego sezonu.

Pierwsza na tapetę idzie ekipa gości z Zielonej Góry. Komu, jak komu, ale akurat im finał należał się najbardziej, choć wyrażenie "należał" jest oczywiście użyte nad wyraz, ponieważ każdy z klubów na wielki finał musi sobie zapracować solidną jazdą i przede wszystkim wspaniałymi wynikami. W tym wypadku jednak zawodników z Grodu Bachusa do konfrontacji o złoto można zarekomendować. Drużyna żółto-biało-zielonych w tym roku nie zaznała jeszcze porażki na własnym torze a w starciach wyjazdowych radziła sobie nieźle. Ostatniego meczu, tutaj w Lesznie, zielonogórzanie mile wspominać nie będą, ponieważ przegrali go na własne życzenie dwoma punktami i to w dodatku w ostatnim biegu. Patrząc na to, jakim składem dysponowali wtedy Uniści, przegrana Falubazu mogła być zaskoczeniem. Faza play-off to już jest jednak inna bajka, tutaj nikt nie ma zamiaru odpuszczać a wręcz przeciwnie walczyć do utraty tchu o uzyskanie jak najkorzystniejszego rezultatu przed rewanżem. Trener Marek Cieślak do dyspozycji będzie miał najmocniejszą siódemkę, na czele z aktualnym liderem cyklu Grand Prix, Gregiem Hancockiem. Forma Amerykanina może być nieco zagadkowa. Nie wystąpił on w środowym spotkaniu półfinałowym, ze względu na niewyleczony do końca uraz, aczkolwiek w niedzielnym finale stawić się już powinien. Jednymi ze skuteczniejszych będą z pewnością Piotr Protasiewicz, który błyszczy formą praktycznie w każdej potyczce ligowej oraz Andreas Jonsson. Szwed pokazał już nie raz, że ścigać się potrafi do samego końca. Widoczne to było podczas niektórych rund Grand Prix, gdzie toczył arcyciekawe boje o zwycięstwo z Jarosławem Hampelem. Ciekawą, rzekłbym nawet tajemniczą postacią w składzie Lubuszan jest Jonas Davidsson. Jeszcze na początku sezonu nie było go stać na dwucyfrowe zdobycze punktowe, natomiast z goła odmiennie jest w tym momencie. Szwedzki internacjonał znalazł receptę na szybkie ściganie i wydaje się być postrachem dla pozostałych żużlowców, nie tylko przy Wrocławskiej 69, ale również na obcych torach. Kadrę seniorów zamyka Grzegorz Zengota, który jak na tak długą przerwę spowodowaną kontuzją, spisuje się całkiem dobrze. Problemem są tutaj nadal rywalizacje poza domem, w których to popularny Zengi nie może się przełamać. Przełożenie formy z owalu zielonogórskiego na owal leszczyński może okazać się kluczowym dla losów, może nawet całego finału. Skład zamykają młodzieżowcy, Patryk Dudek i Adam Strzelec. Młodych jak najbardziej stać na urwanie kliku oczek, bowiem podobnie jak najmłodsi leszczynianie są utalentowani i, co najważniejsze, podchodzą do każdej z gonitw na wielkim luzie, z dużą wiarą w swoje nieprzeciętne umiejętności.

Druga strona barykady wygląda jak lokomotywa, która się rozpędza, która chce dokonać czegoś niezwykłego, czyli obronić tytuł zdobyty przed rokiem. Czy w podobnych okolicznościach? Wydaje się, że nie. To zielonogórzanie, ze względu na wyższą pozycję w tabeli po rundzie zasadniczej, będą mieli spory handicap w postaci rozgrywania spotkania rewanżowego na własnym stadionie. Patrząc na to z drugiej strony, Unia jest w gazie i stać ją na sprawienie niespodzianki. Włodarze klubu leszczyńskiego bardzo chcieli zmierzyć się właśnie z Falubazem, ponieważ w ostatnich latach lubili oni jeździć w Winnym Grodzie o czym świadczą fantastyczne wyniki osiągane przy W69. Niesamowitym osiągnięciem dla biało-niebieskich byłaby jakakolwiek zaliczka na Smoku. O tę postarają się z pewnością wszyscy, ale tym najjaśniejszym punktem ma być oczywiście Jarosław Hampel. Od Grand Prix w Vojens nie zdobywa już tak efektownych kompletów, co może świadczyć o lekkim spadku formy. Bardzo niepokojące były wyniki Małego w Szwecji. Niezbyt udany występ aktualnego wicemistrza świata oraz pozostałej części zespołu sprawiły, że VMS Elit Vetlandy zabraknie w   szwedzkim finale. Optymizmem może napawać za to powrót zza światów Janusza Kołodzieja. W konfrontacjach z Toruniem widać było, iż coś w nim drgnęło. Koldi był szybki, o ile nie najszybszy na MotoArenie, radząc sobie świetnie, nawet w wyścigach z Ryanem Sullivanem czy Chrisem Holderem. Teraz wszyscy kibice mogą jedynie podziękować prezesowi Józefowi Dworakowskiemu, za to, co uczynił dla lidera drużyny. Obiecał, jak amen w pacieżu, że Janek wróci do dawnej dyspozycji i, co by nie mówić, wrócił. Z wielkim przytupem do ekipy Unii wrócił także Damian Baliński. Come back Baliny do składu w tak ważnym momencie, jakim jest faza play-off, niezwykle cieszy. Luka została zapełniona i o tym, iż przyniesie ona wymierne korzyści, przekonany jest każdy z osobna. Sam zawodnik musi zapomnieć o półfinałowej batalii z Toruniem, skupić się na teraźniejszości i maksymalnie wykorzystać możliwości jakie w nim drzemią. Nieodparte wrażenie niewykorzystania swoich atutów w zeszłą niedzielę sprawiał Troy Batchelor. Zawracanie sobie głowy jedną wpadką na przestrzeni całego sezonu nie ma najmniejszego sensu. Austalijczyk już kilkukrotnie pokazywał, że potrafi wywijać się z niemałych opresji, zdobywać cenne oczka poprzez indywidualne pojedynki z nie byle jakimi zawodnikami. Byki do ostatniego spotkania na swoim stadionie w tym roku przystąpią ponownie bez Juricy Pavlica. Chorwat za pośrednictwem oficjalnej strony internetowej informował o rzekomym przyjeździe już do Torunia, tymaczasem wiadomości te były nieprawdziwe. Cudownego uzdrowienia nie będzie także teraz i pod numerem dziesiątym pojedzie Adam Skórnicki. Mecze z rodzaju tych o pietruszkę skończyły się już dawno temu. Finał ten, dla Sqóry, nie oszukując się, będzie zapewne jego ostatnim w karierze, dlatego też o podwójną mobilizację z jego strony nie będzie trudno. W złotej talii trenera Romana Jankowskiego znalazło się również miejsce dla niesamowitych juniorów, Tobiasza Musielaka i Kamila Adamczewskiego, o których już wiele razy rozpisywano się w samych superlatywach. Progres poczyniony przez młodzików leszczyńskich jest tak ogromny, że aż żal byłoby nie potwierdzić tego w niedzielnym finale.

Przed nami wielkie żużlowe święto. Całe Leszno żyje finałem, każdy na swój sposób pokazuje mniejsze lub większe przywiązanie do klubu, który po tylu problemach, może drugi rok z rzędu sięgnąć po złoty medal Drużynowych Mistrzostw Polski. Smaczku na pewno dodaje fakt, iż na przeciwko siebie staną dwaj odwieczni rywale, którym niezwykle zależy, aby do swojej kolekcji dołożyć kolejny wielki sukces. To będzie niezwykły mecz, obfitujący w wiele niezapomnianych pojedynków, zwrotów akcji, emocjonujących wrażeń z najprawdopodobniej rekordową ilością widzów na trybunach.

Stelmet Falubaz Zielona Góra:
1. Andreas Jonsson
2. Grzegorz Zengota
3. Greg Hancock
4. Jonas Davidsson
5. Piotr Protasiewicz
6. Patryk Dudek

Unia Leszno:
9. Jarosław Hampel
10. Adam Skórnicki
11. Troy Batchelor
12. Damian Baliński
13. Janusz Kołodziej
14. Tobiasz Musielak

Łukasz Kaczmarek


PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNa finał drożej
Następny artykułZ Pavlicem na rewanż?