Musielak: Nie było chemii



Obecny sezon dla Fogo Unii jest jednym z najgorszych od kilkunastu lat. Świadomość słabej postawy leszczyńskiej drużyny ma jej kapitan, Tobiasz Musielak.

Na koniec rundy zasadniczej, Uniści zmierzą się na własnym torze z Betard Spartą Wrocław. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że zdobycie trzech punktów, biorąc pod uwagę wynik z Golęcina, graniczy z cudem. – Musimy to spotkanie wygrać i to nie ulega wątpliwości. Wiemy, że wrocławianie są mocni i to nie będzie łatwe zadanie, ale naszym celem jest triumf – przekonuje Musielak.

Od samego początku tegorocznych rozgrywek, podopiecznym Adama Skórnickiego się nie wiodło. W I rundzie, przegraliśmy u siebie z gorzowską Stalą, a w II rundzie na wyjeździe z tarnowską Unią. Mimo usilnych starań, nie udało się podnieść. Gdzie zatem został popełniony błąd? – Nie chcę się wypowiadać w tych kategoriach. Błędów zawsze jest sporo i mają one wpływ na końcowy wynik. W tym roku nie było chemii. Nie mówię tutaj o teamie, bo my ze sobą dobrze współpracujemy i dogadujemy się, ale o ogół. Klub to nie tylko zawodnicy, czy zarząd. To również kibice, sponsorzy i organizatorzy. Czegoś zabrakło. Nie chodzi o jedną, pojedynczą rzecz, bo na pewno nie byłoby aż tak kiepsko – wyjaśnia.

Kulą u nogi czternastokrotnego Drużynowego Mistrza Polski były mecze na obcych terenach. W tym roku, na wyjeździe, nie udało się wygrać żadnego spotkania. Patrząc w statystyki, ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w 1970 roku. Wiele osób uważa, że to kompromitacja. – Wcale nie uważam, że to kompromitacja. Nigdy tego nie powiem o swoim klubie. Jeśli ktoś go atakuje, to ja go wtedy bronię i tłumaczę to w ten sposób, że każda, absolutnie każda drużyna w ekstralidze, jest na tyle silna, aby pokonać każdego. To najlepsza liga świata, a ludźmi kieruje czasami zbyt wiele złych emocji. To sport i wszystko może się zdarzyć. Ten sezon jest słaby, ale następny może być udany. Takie jest moje zdanie na ten temat – przyznał popularny Tofeek.

Siódme miejsce i jazda o utrzymanie w barażu. Nikt nie zakładał tak czarnego scenariuszu. Sport po raz kolejny pokazał, jak bardzo jest nieprzewidywalny i w tym konkretnym przypadku również brutalny. – Jak już wcześniej nadmieniłem. Wiele czynników składa się zarówno na zwycięstwa, jak i na porażki. Cegiełka po cegiełce, odbudujemy się i wrócimy na właściwe tory – stwierdził.

Gdyby udało się wrócić i rozpocząć wszystko od nowa, to być może wyglądałoby to lepiej. Czy sam zawodnik zachowałby się inaczej w pewnych okolicznosciach, zmieniłby coś? – Szczerze mówiąc, zmieniłbym kilka rzeczy. Przez całe życie, człowiek uczy się na błędach. Czasu jednak nie cofniemy i lamenty trzeba odstawić na bok. Trzeba skupić się na pracy, by kolejne lata były zdecydowanie lepsze – odpowiada.

Tobiasz nie będzie mile wspominał drugiego sezonu w roli seniora. Nie osiągnął znaczącego sukcesu zarówno indywidualnego, jak i drużynowego. Pomimo tego, żużlowiec nie sądzi by musiał się odbudowywać i nie bierze pod uwagę startów w I lidze, tak jak jego idol, Damian Baliński. – Póki co myślę o tym, żeby przejechać sezon cało i zdrowo. Później chcę poddać się operacji. Czeka mnie wyciągnięcie wszystkich blach z ciała. Kończy mi się kontrakt i zobaczymy, czy Unia Leszno wiąże ze mną przyszłość, czy też nie. Ze swojej strony mogę powiedzieć tyle, że stać mnie jazdę na poziomie ekstraligowym – tłumaczy.

Musielak został wrzucony na głęboką wodę. Przed sezonem mianowano go bowiem kapitanem. Funkcja ta w żaden sposób go nie obciążała. – Nie wiem, czy sobie radzę. To pytanie do kolegów z zespołu. Ocenę pozostawiam im. To trudna rola, lecz staram się z niej godnie wywiązywać. Zupełnie nie ciąży na mnie ta funkcja i nie mam dużo więcej obowiązków z tej okazji – wyjawia.

W miniony wtorek na jednym z portali społecznościowych wybuchła burzliwa dyskusja pomiędzy samym zawodnikiem, a kibicami klubu ze Strzeleckiej. Obie strony przedstawiły swoje stanowisko w tej sprawie, której końca nie widać. – Zawsze dajemy z siebie maxa. To, że w tym roku często nam nie wychodziło, a kibice nie są do tego przyzwyczajeni to inna sprawa. Może sądzą, iż robiliśmy to specjalnie? To oczywiście nieprawda. Nasze ostatnie relacje z fanami nie są najlepsze. Ja mogę się wypowiedzieć sam za siebie. Szanuję leszczyńskich sympatyków, ale bardzo boli mnie, jak ktoś obrzuca moją osobę bluźnierstwami. Dlaczego? Bo ja też jestem człowiekiem, podobnie jak oni – żali się 23-latek. – Mój ostatni wpis to nie atak, co zresztą podkreślam grubą kreską, a jedynie wyrażenie opinii, co by niektórzy, zaznaczam niektórzy, w pewnych sytuacjach się uspokoili. W ich grupie również powinna działać brać powrzechna. Skoro jeden przeklina na żużlowca jego ukochanej drużyny, to drugi powinien go uciszyć? Nie ma w tym żadnej logiki. Mamy bić się miedzy sobą po kościach? Na swoim profilu wyraziłem własne zdanie, a kibice mi odpowiedzieli. Na tym koniec publicznych starć. Spotkamy się, porozmawiamy i mam nadzieję, że doping, a także dobra atmosfera, wrócą na stadion – kontynuuje, proponując ugodę.

Na sam koniec, zawodnik podziękował za otrzymane wsparcie, które daje przysłowiowego powera i motywację do dalszej pracy. – Chciałbym podziękować wszystkim kibicom za wsparcie w tak słabym sezonie dla Byków, czy to na Smoku, czy na wyjeździe, gdzie biało-niebieskich barw nie brakowało. Dziękuję wszystkim za okazaną pomoc. W szczególności sponsorom, rodzinie oraz teamowi i wielu, wielu innym – zaakcentował Musielak, kończąc swoją wypowiedź.

(kk)


PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułZe Spartą o honor
Następny artykułZłoto dla Polski