Michelsen: Gubiłem starty



Dobre występy w wykonaniu Mikkela Michelsena w treningach punktowanych przed sezonem ligowym sprawiły, że to właśnie na niego, a nie na dużo bardziej doświadczonego Damiana Balińskiego, postawili włodarze Fogo Unii w pierwszym spotkaniu Enea Ekstraligi.

Przypomnijmy, że Leszno pokonało Częstochowę 52:38. Zawodnik urodzony w Nykobing Falster zdobył 2 punkty w czterech odsłonach. – Był to bardzo nieudany występ w moim wykonaniu – przyznał przygnębiony. – Mówiąc szczerze, kompletnie gubiłem starty. Tego elementu na pewno zabrakło. Czułem, że jestem szybki na trasie, ale nie mogłem przebić się na najwyższe pozycje. Walczyłem z całych sił o każdy punkt, jednak mało co mi wychodziło – tłumaczy. – Mam nadzieję, iż szybko uda mi się pokonać problemy i w następnym spotkaniu spiszę się dużo lepiej – dodał z pewną dozą optymizmu.

Czasu na zmiany nie ma zbyt dużo, bowiem już w Wielkanoc leszczyńskie Byki wyjeżdżają na trudny teren do Gorzowa, by powalczyć o punkty z tamtejszą Stalą. – Oczywiście wierzę, że ponownie odniesiemy zwycięstwo – stwierdził 19-latek.

Czy w składzie najbardziej utytułowanego klubu w Polsce ujrzymy Mikkela Michelsena? – Zobaczymy, czy dostanę szansę do kolejnego występu w drużynie leszczyńskiej. Mam zaplanowaną rozmowę z włodarzami na ten temat. W meczu z Częstochową nie pokazałem wszystkiego, co potrafię. Bardzo chciałbym razem z drużyną pojechać do Gorzowa – mówi zaniepokojony.
 

W tygodniu Duńczyk startował na Wyspach Brytyjskich. W jednym ze spotkań zanotował upadek, po którym ucierpiał jego bark. – Czuję się dobrze. Miałem kilka dni odpoczynku przed meczem w Polsce, co pozwoliło mi na dojście do siebie. Jeszcze w sobotę ścigałem się w lidze angielskiej i mogę śmiało powiedzieć, że jest OK – wyjaśnia jeździec Eastbourne Eagles.
 
Sympatyczny "MikMich" jest jednym z lepszych żużlowców w barwach Orłów. Między innymi jego świetne występy, dają zespołowi z Arlington drugie miejsce w lidze. – Jak do tej pory, wygląda to całkiem dobrze. Oprócz pechowych zawodów w Poole, gdzie zanotowałem upadek i odczuwałem jego skutki, radziłem sobie nieźle. Elite League jednak zdecydowanie różni się od Enea Ekstraligi. Muszę dalej pracować nad swoją dyspozycją – zakończył.

Rozmawiał: Łukasz Kaczmarek