M. Wierucki: Patrzymy na siebie



Real Astromal zakończył pierwszą rundę rozgrywek ligowych. Na półmetku, leszczynianie plasują się na dziesiątej pozycji. Grę swoich podopiecznych podsumowuje trener, pełniący również funkcję prezesa klubu, Maciej Wierucki.

Po bardzo dobrym sezonie 2014/2015 i zajęciu przez drużynę wysokiego, czwartego miejsca, oczekiwania były spore. Po trzynastu kolejkach tegorocznych rozgrywek, Real Astromal jest dopiero dziesiąty. – Założenia były trochę inne i uważam, że powinniśmy mieć na swoim koncie o pięć punktów więcej. Mimo tego twierdzę, iż zaczynamy powoli wchodzić na taki poziom, którego ja osobiście oczekuję. Było to widać w ostatnich meczach tej rundy – mówi Maciej Wierucki. – Niestety, znowu pojawiają się kontuzje, co może mieć wpływ na nasze dalsze losy. Chłopaki naprawdę ciężko trenują i chcą wygrywać. Może świadomość gry o punkty trochę ich usztywniała i dlatego graliśmy bardzo nierówno. Jestem jednak dobrej myśli, jeśli chodzi o rundę rewanżową – dodał.

Sytuacja na papierze nie wygląda wcale tak źle. W tabeli jest niesamowity ścisk, a do piątej Nielby Wągrowiec, nasz team traci tylko jedno oczko. – Na pewno będziemy chcieli zajść jak najwyżej. Jest to realny cel, do którego dążymy. Liga w tym roku pokazuje, że w każdym spotkaniu trzeba grać swoje, bo nawet beniaminkowie poczynili poważne wzmocnienia i trzeba się z nimi liczyć. Przez cały czas należy utrzymywać koncentrację. Patrzymy na siebie i walczymy dalej – wnioskuje szkoleniowiec.

Podobnie jak w ubiegłym sezonie, zespół trapią mniejsze bądź większe urazy. W kluczowym momencie z gry wypadli choćby Władysław Makowiejew, czy Mateusz Nowak. – Historia lubi się powtarzać i ponownie mamy problemy, ale musimy sobie z tym radzić na bieżąco. Niejednokrotnie pokazaliśmy charakter i potrafiliśmy wygrywać. Oczywiście, nie jest to sytuacja komfortowa dla nas, lecz zrobimy wszystko, ażeby kontuzje nie wpłynęły negatywnie na pozycję w lidze. Kontuzjowani gracze mają teraz przerwę na to, by do końca się wyleczyć i przystąpić do przygotowań do drugiej rundy – przyznaje niepocieszony.

Wiodącą postacią leszczyńskiej ekipy okazuje się być Marcin Giernas. Rozgrywający jest niebywale skuteczny, o czym świadczą jego statystyki. Do tej pory rzucił on 70 goli. – Zgadza się. Marcin zdobywa dużo bramek w meczach ligowych i chwała mu za to, że umie wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności. Jest to jednak sport drużynowy i gdyby nie koledzy z boiska oraz dobra współpraca między nimi, to zapewne nie miałby tylu okazji. Czy poradziłby sobie w Superlidze? Myślę, że tak, tylko musiałby zachować większą dyscyplinę taktyczną – uważa Wierucki.

Przed startem trwającego obecnie sezonu, Wierucki objął funkcję pierwszego trenera. Prawą ręką Macieja pozostał, niezwykle zasłużony dla piłki ręcznej w Lesznie, Ryszard Kmiecik. – Muszę powiedzieć, że bardzo dobrze się czuję w tej roli. O wiele więcej widać z ławki aniżeli gra się na boisku. Staram się wykonywać swoje zadania jak najlepiej i mogę być dumny, że po tylu latach gry mam zaszczyt prowadzić zespół, w którym się wychowałem – opisuje. – Uważam, że jest to naszą siłą, chłopaki pochodzą z Leszna, znamy się bardzo dobrze i ufamy sobie. Moje relacje z zawodnikami uważam, że są takie jakie być powinny. Kiedy trzeba być szefem, to chłopaki to rozumieją, bo mają świadomość że „robota” musi być wykonana. Są też natomiast momenty, kiedy śmiejemy się wspólnie, dlatego też atmosfera jest świetna – zdradza.

Na zakończenie roku, Real Astromal zmierzył się w 1/32 Pucharu Polski z superligowym Piotrkowianinem Piotrków Trybunalski. Po bardzo zaciętym widowisku, gdzie o wszystkim decydowała dogrywka, lepszy okazał się przeciwnik. – Do tego starcia podeszliśmy bardzo pozytywnie i bez stresu. Chcieliśmy się sprawdzić z superligowcem. Udowodniliśmy, że jeśli gramy bez presji, to możemy walczyć z każdym. Wszystko nam wychodziło, a chłopaki cieszyli się grą. Czego zabrakło? Trudno powiedzieć. Myślę, że trochę szczęścia i korzystniejszych decyzji sędziowskich. Jest już po fakcie i nie ma co narzekać, ale nawet nasi rywale przyznali, że były momenty niezrozumiałe. Nie ma co rozmyślać. Pokazaliśmy się z dobrej strony i to jest najważniejsze – zakończył.

Łukasz Kaczmarek