Lebiediew: Miałem pecha



Jednym z debiutantów w piątkowym Memoriale Alfreda Smoczyka był Andriej Lebiediew. Łotysz był rewelacją tegorocznych rozgrywek I ligi. Startu w leszczyńskim turnieju nie zaliczy jednak do udanych.

Lebiediew w memoriale zdobył zaledwie 3 punkty. Mimo mizernego dorobku nie można mu jednak odebrać chęci walki, którą widać było gołym okiem. Warto podkreślić, że Łotysz pierwszy raz w karierze jeździł na owalu w Lesznie – To nie był zbyt dobry wynik dla mnie. Jestem niezadowolony ze swojej postawy. Potrzebowałem trochę czasu, żeby dopasować się do tego toru, a kiedy już się dopasowałem miałem trochę pecha – mówił tuż po zawodach.

Owy pech, o którym mówił żużlowiec to dwa upadki, które przytrafiły mu się podczas tych zawodów. – Nie było żadnych dziur. Na równym miejscu mnie tak skleiło, że nie mogłem skontrolować motocykla i upadłem. Potem było zderzenie z Nicki Pedersenem. Pracownicy Unii Leszno, którzy podnieśli mój motocykl zamknęli mi kranik w motocyklu, a ja go nie otworzyłem. W powtórce widzieliście, co się stało – mówił niezadowolony ze swojego występu Łotysz. 

Andriej podkreślał, że bardzo zależało mu na występie w naszym mieście. Charakterystyka tego toru bardzo mu odpowiada. – Zawsze chciałem spróbować jazdy na tym torze. Fajnie się tutaj ogląda zawody. Byłem kilka razy w Lesznie na Grand Prix. Byłem również na ubiegłorocznym memoriale Smoczyka – zdradził.

Łotysz świetnie spisywał się w rozgrywkach I ligi. Zapytaliśmy go, czy nie czas spróbować swoich sił w najwyższej klasie rozgrywkowej. – To nie zależy ode mnie. Mam kontrakt juniorski w Daugavpils i to od władz klubu zależy. Ja bardzo bym chciał spróbować. Chce poświęcić dla żużla całe życie. A gdzie można więcej się nauczyć, jak nie w Ekstralidze? – pytał Liebiediew. 

Rozmawiał: Daniel Nowak