Kołodziej: Męczyłem się ogromnie



Co się dzieje z Januszem Kołodziejem? To pytanie zdaje się zadawać większość fanów Fogo Unii. W ostatnim meczu ligowym, będący formalnie liderem drużyny zawodnik, nie był sobą i zanotował występ poniżej oczekiwań.

Kołodziej za przyczynę mizernej postawy podaje brak odpowiedniego dostosowania swojego sprzętu do grudziądzkiego owalu. – Generalnie nie idzie mi na torach twardych. Nie wiem, dlaczego. Może trochę zmyliły mnie treningi w Krakowie. Tam nawierzchnia jest podobna. Z tego wynika, że było inaczej – wyznaje ze zdziwieniem.

Wychowanek tarnowskich Jaskółek w spotkaniu przeciwko MrGarden GKM zdobył ledwie 2 punkty i dwa bonusy w trzech biegach. Był wolny, szczególnie na dystansie. – Jeżeli chodzi o mnie to był po prostu dramat. Od samego początku nie mogłem się odnaleźć. Miałem problemy z dopasowaniem. Pomimo poczynionych korekt, było mi strasznie trudno. Nie potrafiłem w ogóle ruszyć ze startu, przez co męczyłem się ogromnie – mówił tuż po niedzielnych zawodach.

Dyspozycja Kołodzieja była daleka od ideału, co tylko potwierdza taktyczny manewr w postaci Bartosza Smektały, którego dokonał manager Piotr Baron w wyścigu trzynastym. – Koledzy robili co w ich mocy, by wynik był jak najlepszy. Przede wszystkim ja zawiniłem, bo pojechałem kiepsko i byłem najsłabszym ogniwem. Bardzo mi z tego powodu przykro. Muszę wyciągnąć wnioski i popracować nad poprawą formy – przeprasza i wykazuje skruchę.

Porażka z grudziądzanami była drugą z rzędu, a zarazem piątą w tym sezonie poniesioną przez biało-niebieskich. – Tydzień temu też mieliśmy kłopot z odpowiednim przełożeniem, jadąc u siebie z Gorzowem – nawiązuje. – W Grudziądzu było dokładnie tak samo. Dodatkowo dochodziło do sporej liczby upadków. Mieliśmy do czynienia z różnymi przyczepnościami. Wtedy się głupieje i szuka prędkości. Motocykle stają się agresywne i są wręcz nie do opanowania – dodaje, tłumacząc się.

20 sierpnia, leszczynianie zakończą rundę zasadniczą starciem na własnym obiekcie z walczącym o życie, ROW Rybnik. – Mamy coś do udowodnienia. Nie możemy się jednak teraz załamywać. Wiadomo, że nikt nie lubi przegrywać. Będziemy robić wszystko, by dobrze się przygotować i wygrać te zawody – stwierdził 33-latek.

Najważniejsza faza rozgrywek dopiero przed Bykami. Niedługo nasz zespół pojedzie o medale. Czasu na poprawki jest zatem bardzo mało. – W myśl zasady kibiców, trzeba walczyć i trenować. Nie możemy przespać tego okresu. Oprócz ostrych treningów, na pewno się spotkamy całą drużyną i omówimy pewne tematy, które wymagają poprawy, a jest ich wiele. Widać, że nasza współpraca nie jest wzorowa – przyznał popularny “Koldi”.

Kandydatów do sięgnięcia po Drużynowe Mistrzostwo Polski jest czterech. We wrześniu gra toczyć się będzie o najwyższe cele. – Teraz patrzymy tylko i wyłącznie na siebie. Musimy wyeliminować błędy. Jeśli sprzęt będzie szybki, a nasze głowy chłodne, to powinno być OK – zakończył.