Kmiecik: Gra się do końca



Po bardzo nerwowej końcówce, Arot Astromal Leszno zwyciężył lidera ligi, szczecińską Pogoń. Swojego zadowolenia po zwycięskiej konfrontacji nie krył trener gospodarzy, Ryszard Kmiecik.
Wola walki, masa ambicji, chęć pokonania lidera, dokonania rzeczy ponadprzeciętnej. Tak w skrócie można opisać postawę zawodników, która koniec końców została wynagrodzona efektowną wiktorią. – Zawodnicy dostarczyli kibicom masę emocji przez całe sześćdziesiąt minut. Chwała dla drużyny za to, że nie poddała się, pomimo osłabienia, którym można nazwać brak w naszym składzie Huberta Szkudelskiego. Cieszą te dwa punkty wywalczone ze Szczecinem, są one naprawdę ważne – stwierdził Kmiecik.
 
Do końca dwadzieścia trzy sekundy, leszczynianie prowadzą jedną bramką, przy piłce drużyna przyjezdna, nerwy i emocje udzielają się również na ławce rezerwowych. – Emocje towarzyszyły nam do samego końca, choć meczu przegrać już nie mogliśmy, jedynie mógł paść remis. Na szczęście dla nas, wszystko dobrze się skończyło. Oby tak dalej – przyznał szkoleniowiec Arotu Astromalu.
 
Pomimo triumfu nad wyżej notowanym rywalem, w grę ekipy leszczynian wkradało się mnóstwo pomyłek i strat. – Był taki moment w pierwszej połowie, w którym popełniliśmy kilka błędów. Prowadziliśmy czteroma bramkami, niepotrzebnie straciliśmy kilka piłek a przeciwnik to wykorzystał i doszedł nas. Gra się jednak do końca. Zagraliśmy dobrze taktycznie zarówno w obronie, jak i w ataku i jestem z tego szczęśliwy – stwierdził.
 
Jeszcze przez jeden mecz pauzować będzie musiał starszy z braci Szkudelskich, notabene podstawowy gracz w składzie Arotu Astromalu. – Na Huberta Szkudelskiego została nałożona kara dwóch meczów dyskwalifikacji, od której nie ma możliwości odwołania się. Jeszcze przeciwko Wolsztynowi będziemy musieli sobie radzić bez niego. Mam nadzieję, że jeżeli zagramy tak jak z Pogonią, to jesteśmy w stanie osiągnąć korzystny rezultat – poinformował Kmiecik.
 
W obliczu zwycięskiej konfrontacji z liderem ligi, porażka poniesiona na parkiecie w Gorzowie musi boleć jeszcze bardziej. – Na pewno tak. Chłopacy podeszli do meczu w Gorzowie nie w pełni skoncentrowani. Na samym początku nie wykorzystaliśmy stuprocentowych okazji, zaczęło robić się nerwowo, popełnialiśmy więcej błędów. Udało nam się jednak podnieść i zapomnieć o środowej porażce. Jeszcze w czwartek i w piątek odbyliśmy treningi, w których pracowaliśmy nad taktyką. Ta zaprocentowała w spotkaniu ze Szczecinem – zakończył trener leszczyńskiego zespołu.

Łukasz Kaczmarek