Justyna Hołtyn: Wykonałyśmy w tym sezonie dobrą robotę



Na ćwierćfinale rozgrywki I ligi zakończyły koszykarki Tęczy Leszno. W hali Trapez leszczynianki uległy AZS-owi Uniwersytetowi Gdańskiemu 47:67.

W niedzielę przesuwaliśmy zegarki godzinę do przodu. Być może zmiana czasu z zimowego na letni sprawiła, że tęczowe całkowicie przespały pierwszą połowę spotkania. Do przerwy podopieczne Jędrzeja Jankowiaka miały na swoim koncie zaledwie 9 punktów. W tym samym czasie przyjezdne zdołały uzbierać 42 oczka, co praktycznie przesądziło o losach spotkania. Po zmianie stron gdańszczanki pozwoliły miejscowym na nieco więcej. 22-punktowa różnica, która dzieliła obie ekipy po trzeciej wygranej przez leszczynianki kwarcie 24:13 w ciągu ostatnich 10 minut niestety nie rozpłynęła się. Akademiczki bez najmniejszego problemu zwyciężyły 67:47 pieczętując w ten sposób awans do kolejnej rundy play-off. – Na gorąco jest mi ciężko stwierdzić co tak na prawdę wydarzyło się w pierwszej połowie. Po prostu nie byłyśmy sobą. Dopiero po przerwie pokazałyśmy jak umiemy grać – mówiła tuż po spotkaniu Justyna Hołtyn.

Mimo wysokiej porażki w ostatnim meczu leszczynianki ten sezon mogą zaliczyć do udanych. W rundzie zasadniczej nasz zespół robił swoje. Przede wszystkim Tęcza nie gubiła punktów w meczach z teoretycznie słabszymi rywalkami. – Wykonałyśmy w tym sezonie dobrą robotę. Założenia były takie, że na koniec rundy zasadniczej mamy być w czwórce. Ostatecznie skończyło się na piątym miejscu – oceniła kapitan zespołu z Leszna.

O ile Tęcza nie gubiła punktów w meczach z pozoru łatwiejszych, o tyle w spotkaniach z czołową czwórką ligi brakowało zwycięstw. Te przyszły jednak w idealnym momencie. W I rundzie play-off tęczowe wyeliminowały Chrobrego Basket Głuchołazy zwyciężając w trzecim, decydującym o awansie meczu 64:59. – Mecze z Głuchołazami były bardzo zacięte. Wydaje mi się, że to właśnie te spotkania pokazały jaką jesteśmy drużyną oraz, że nie poddajemy się i walczymy do samego końca – wyjaśniła zawodniczka, która w tym sezonie zasmakowała trenerskiego rzemiosła. – Miałam okazję odbyć kilka treningów z młodszymi grupami Tęczy. Zdarzyło mi się również poprowadzić młode zawodniczki w jednym spotkaniu. Na ten moment jednak zostanę przy roli zawodniczki – stwierdziła.

W ostatnim meczu przeciwko zespołowi z Gdańska Justynę Hołtyn dopingowała rodzina. Krewni środkowej Tęczy od czasu do czasu bywają na meczach w Lesznie i zapewne nie mieliby nic przeciwko, aby w przyszłym sezonie również wspierać Justynę grającą w barwach klubu z południa Wielkopolski. Jak na kontynuowanie swojej koszykarskiej przygody w Lesznie zapatruje się sama zawodniczka? – Chciałabym dalej grać w Tęczy. Zobaczymy jednak co przyniesie przyszłość, bo wiadomo, że w życiu sportowca różnie bywa – zakończyła 25-latka.