Historia lubi się powtarzać



Podobnie jak w ubiegłym sezonie od porażki sezon rozpoczęli leszczyńscy futsaliści. GI Malepszy Arth Soft uległ w Łodzi, z miejscowym beniaminkiem 3:5.

Już w 2. minucie z powodu kontuzji plac gry musiał opuścić podstawowy bramkarz – Noel Charrier, a zastąpił go młodzieżowiec – Kacper Staśkiewicz. W pierwszych dziesięciu minutach wykreowali kilka bardzo dogodnych okazji. Bliscy trafienia byli: Kacper Konopacki, Marcel Wolan i Dominik Solecki. Niestety zabrakło skuteczności. W 12. minucie w słupek trafił reprezentant Widzewa, Maksym Panacenko. Pierwsza w tym meczu bramka padła jednak łupem biało-czerwonych. W 17. minucie podanie Dominika Soleckiego z 10 metra wykorzystał Rajmund Siecla. Niestety tuż przed przerwą do wyrównania doprowadził Maksym Panacenko.

W drugiej połowie dominował łódzki beniaminek. W pierwszych minutach leszczynian znowu uratował słupek. W 25. minucie, po stałym fragmencie gry po raz pierwszy na prowadzeniu był Widzew. Dalsza faza tego spotkania była równie zaskakująca. Goście, którzy po czerwonej kartce dla miejscowych grali w przewadze stracili kolejnego gola. Długie podanie Słowińskiego strzałem głową na bramkę zamienił Daniel Krawczyk. Kontaktowego gola dla GI Malepszy Arth Soft zainkasował Dominik Solecki. Goście chcąc gonić wynik, zmuszeni byli do zdjęcia bramkarza. Niestety w 36. minucie po błędzie Roberta Świtonia stracili bramkę na 4:2. Chwilę później trafił Kacper Kędra i goście znowu odzyskali kontakt. W końcówce za rękę w polu karnym Jakuba Kąkola, gospodarze otrzymali rzut karny, którego na gola zamienił Daniel Krawczyk.

Ostatecznie Widzew Łódź pokonał GI Malepszy Arth Soft Leszno 5:3. Powtórzyła się zatem historia z ubiegłego sezonu, kiedy leszczynianie ulegli ówczesnemu beniaminkowi z Warszawy.