Dla tyszan byli tylko tłem



Bardzo rozczarowani muszą być sympatycy basketu, którzy w sobotni wieczór zawitali do hali Trapez. Timeout Polonia Leszno przegrała bowiem kolejny mecz, tym razem z GKS Tychy 72:89.

Spotkanie rozpoczęło się dla gospodarzy pomyślnie, bo od trójki Radosława Trubacza. Od połowy pierwszej kwarty tak dobrze już nie było. Leszczynianie grali źle, przede wszystkim w obronie, bo nie zbierali piłek, a rywal mógł ponawiać swoje akcje. Na szczęście, nie byli aż tak dokładni i po 10 minutach prowadzili tylko 19:11. Biało-czerwoni tkwili w marazmie także w drugiej partii. Chociaż poprawili skuteczność, to nadal nie potrafili znaleźć recepty, jak powstrzymać ataki tyszan. W 16 minucie z dystansu trafił Stanferd Sanny i na tablicy widniał wynik 38:29 dla gości. W kolejnej fazie, poza dwoma wyjątkami, punktował tylko przeciwnik. Był na tyle rozpędzony, że pozycja nie miała znaczenia. Puentą był rzut na 52:33 z dalszej odległości tuż przed przerwą Michała Jankowskiego.

Przebudzenia nie doczekaliśmy się po zmianie stron. U polonistów nie było widać żadnego pomysłu. W pewnych momentach można było mieć wrażenie, jakby piłka zawodnikom przeszkadzała. Bezradny był również trener Radosław Hyży. Próbował rotować składem, ale zmiany wprowadziły więcej zamieszania, aniżeli korzyści na parkiecie. Nie pomógł nawet powracający po kontuzji Maciej Rostalski. Czwarta ćwiartka, obserwowana przez dużo mniejszą ilość kibiców, była jedynie potwierdzeniem dominacji i pełnej kontroli nad wydarzeniami boiskowymi przyjezdnych, którzy w pełni zasłużenie zwyciężyli 89:72.

Jeśli gra Timeout Polonii radykalnie się nie poprawi, to próżno myśleć o przepustce do play-off’ów. Biorąc pod uwagę, że w jednej z dwóch ostatnich potyczek fazy zasadniczej, nasza drużyna zagra z jednym z faworytów do awansu Czarnymi Słupsk, trudno będzie o osiągnięcie celu minimum na ten sezon.

Punkty dla Timeout Polonii zdobywali: Kamil Chanas 20, Stanferd Sanny 13, Radosław Trubacz 12, Hubert Pabian 10, Michał Jodłowski 7, Szymon Milczyński 4, Dawid Sączewski i Nikodem Sirijatowicz po 3.