D. Baliński: Nie narzekałem na tor



Dla Unii Leszno mecz z Unibaksem Toruń był pierwszym od dawien dawna, w którym trener Roman Jankowski nie musiał korzystać z zastępstwa zawodnika. Wszystko to dzięki Damianowi Balińskiemu, który powrócił we wspaniałym stylu do ścigania po trzymiesięcznej pauzie spowodowanej kontuzją ręki.
Dziesięć punktów z bonusem w pięciu startach zdobyte przez ulubieńca leszczyńskiej publiczności, po tak długim rozbracie z torem, było nie lada wyczynem. – Ze swojego występu jestem zadowolony. Powróciłem na tor po prawie trzech miesiącach przerwy, ale najważniejsze, że czuję się dobrze, choć z pewnością brakuje mi jeszcze trochę jazdy. Tor był naprawdę dobrze przygotowany i mogłem się na nim skutecznie ścigać. Szkoda ostatniego biegu, w którym przyjechałem na ostatniej pozycji. To był jednak najlepszy wyścig dnia, najlepsi zawodnicy i niestety nie wyszło – powiedział po meczu z Toruniem jeden z czołowych zawodników leszczyńskich Byków.

Popularny Bally był zdumiony całym zamieszaniem związanym ze źle przygotowanym torem. Zawodnik przyznał, że gdyby naprawdę był on w tak kiepskim stanie, sam miałby problemy z nawiązaniem walki a takich, jak było widać podczas spotkania, nie było. – Ze wszystkich zawodników jeżdżących w tym spotkaniu, to właśnie ja miałem najdłuższą przerwę. Jeżeli tor byłby na tyle źle przygotowany, to chyba nie mógłbym skutecznie walczyć. Mogę stwierdzić, iż z powodzeniem mogłem się ścigać, praktycznie bez żadnych problemów, dlatego wydaje mi się, że całe to zamieszanie było lekko przesadzone. Już od jakiegoś czasu wiele drużyn skarży się na owal leszczyński. Mogliśmy spodziewać się protestów oraz wątpliwości ze strony gości i sędziego. W całej tej sytuacji to właśnie ja mogę być najlepszym przykładem, ponieważ powróciłem do jazdy po długiej kontuzji i nie narzekałem ani trochę na tor – skomentował Baliński.

Łukasz Kaczmarek