Ból i zadowolenie Adamczewskiego



Zielonogórzanie mają się z czego cieszyć, bowiem w niedzielę na Stadionie im. Alfreda Smoczyka, dokonali wręcz niemożliwego i wygrali przegrany mecz. Nie do końca pewny startu w drużynie Spar Falubazu był Kamil Adamczewski.

W przeddzień zawodów ligowych, wychowanek Unii Leszno uczestniczył w groźnie wyglądającym upadku. Pomimo lekkich obrażeń, zdecydował się na niedzielny występ na "Smoku". – Jeszcze w sobotę odbyliśmy trening na torze w Zielonej Górze. Niestety, miałem pecha, bowiem jadący przede mną Adam Strzelec przewrócił się. Próbowałem go ominąć, ale nie udała mi się ta sztuka i również upadłem. Poturbowałem lewą rękę, miałem lekki wstrząs mózgu, jednak czułem się na siłach, by wystartować – wyjawia zawodnik.
 
Występ Kamila był jednak niezbyt udany. Junior w dwóch startach zdobył zaledwie 1 "oczko". – W wyścigu juniorskim lekko pociągnęło mnie z wyjścia, co dosyć mocno odczułem na swoim barku. Ból był zbyt duży, bym mógł skutecznie rywalizować w kolejnych odsłonach – tłumaczy poobijany Adamczewski.
 
Spotkanie pokazało, jak mocnym zespołem jest Spar Falubaz. Podopieczni Rafała Dobruckiego do końca wierzyli, że uda się zgarnąć pełną pulę. – Przez całe zawody byliśmy za Unią, dopiero w biegach nominowanych przechyliliśmy szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Jesteśmy bardzo zadowoleni, bo mecz był naprawdę trudny i wyczerpujący. Na początku nie mogliśmy odnaleźć odpowiednich przełożeń, każdy z nas miał problemy z dopasowaniem się do nawierzchni. Na szczęście, spotkanie zakończyło się po naszej myśli – zakończył niespełna 21-latek.

Rozmawiał: Łukasz Kaczmarek