Bjerre: Nie wiedziałem, jak jechać



W minioną niedzielę Fogo Unia przegrała u siebie z Grupą Azoty Unią Tarnów 38:52. Tak słabej postawy drużyny leszczyńskiej na własnym torze nie widzieliśmy od dawien dawna. Z powagi sytuacji, doskonale zdaje sobie sprawę, Kenneth Bjerre.

Duńczyk w sześciu wyścigach zgromadził na swoim koncie 6 oczek. Jako jeden z nielicznych zawodników gospodarzy potrafił wygrać jedną z odsłon. – To nie był najlepszy występ w moim wykonaniu, ponieważ nie zdobyłem dużej ilości punktów. Męczyłem się, szczególnie na starcie. Jest to w ostatnim czasie moja największa bolączka, z którą muszę się uporać. Ponadto brakowało mi szybkości i doboru odpowiednich ścieżek – powiedział na gorąco po spotkaniu z Tarnowem Bjerre.
 
Jedną z głównych przyczyn wstydliwej porażki był twardy tor, który sprawiał spore problemy leszczynianom. – Nawierzchnia była nieco twardsza, niż zazwyczaj. Bardzo trudno było mi się dopasować. Tak naprawdę nie wiedziałem, jak jechać, by skutecznie punktować – przyznaje bezradnie stranieri biało-niebieskich.
 
Nie tylko owal, ale i brak komunikacji oraz napięta atmosfera w zespole, mogły doprowadzić do niemiłego rezultatu. Błędy szczególnie widoczne były podczas trzeciej gonitwy, kiedy to nieporozumienie Damiana Balińskiego z Kennethem Bjerre wykorzystał Greg Hancock. – Nie chciałbym wypowiadać się na temat błędów kolegi. Czasami takie rzeczy się zdarzają. Straciliśmy punkty i to jest najgorsze. Powinniśmy dużo ze sobą rozmawiać, żeby takich wydarzeń było jak najmniej – tłumaczy filigranowy jeździec urodzony w Esbjerg.
 
Jeszcze kilka tygodni temu popularny "Kenio" zmagał się z urazem obojczyka. W żadnym wypadku nie zaważyło to na jego słabszej jeździe w spotkaniu ligowym. – Czuję się już dobrze. Po kontuzji obojczyka nie ma już śladu – wyjaśnia. – W tym momencie potrzebuję jak najwięcej startów. Byłem w niezłej dyspozcji i przydarzyła mi się taka rzecz. Robię wszystko, by wrócić do szczytowej formy – dodaje.
 
Dzień przed zawodami w Lesznie, Bjerre brał udział w Grand Prix Czech, nie odgrywając znaczącej roli. – Spisałem się fatalnie. Chciałbym jak najszybciej zapomnieć o tym, co stało się w ten weekend w Pradze i w Lesznie – zakończył 30-latek.

Rozmawiał: Łukasz Kaczmarek