Bartosz Smektała: Warunki się zmieniały, a ja nie nadążałem



Fogo Unia odniosła trzecie zwycięstwo w sezonie. Tym razem Byki wzięły na rogi Truly.work Stal Gorzów. Pod nieobecność kontuzjowanego Jarosława Hampela, ponownie pięć startów od trenera Piotra Barona otrzymał Bartosz Smektała.

Trzeba jednak przyznać, że nie był to oszałamiający występ Indywidualnego Mistrza Świata Juniorów, który dzień przed meczem ligowym brał udział w eliminacjach do SEC Challenge w Poznaniu, przez które zresztą przebrnął. Smektała podkreślił, że zawody w stolicy Wielkopolski nie miały wpływu na jego postawę w niedzielnej potyczce. – Nie mogę powiedzieć, żebym był zmęczony. Coś składa się na sukcesy, a coś na niepowodzenia. Popełniłem kilka błędów. Mam szybkie motocykle, ale nie były dobrze dopasowane. Nie ukrywam, że gubiłem się jeśli chodzi o przełożenia. Warunki zmieniały się na tyle, że za tym nie nadążałem. Trochę to przykre, bo to domowy tor i takie rzeczy nie powinny mieć miejsca – wyjaśnia.

Faktycznie, tor różnił się znacząco w porównaniu do tego, jaki był przygotowany na inauguracyjne spotkanie z Betard Spartą Wrocław. Było bardzo twardo. – Nie chcę się tłumaczyć, bo nawierzchnia był równa dla wszystkich. Może zbytnio czymś się zasugerowałem i nie wyszło – stwierdził popularny Smyk, odnosząc się do swojego rezultatu, na który złożyło się 5 punktów. – Co do mojego dorobku, to byłby on dobry, gdybym go zebrał w trzech, a nie w pięciu biegach. Najważniejsze jednak jest drużyna i jej zwycięstwo – dodał.

Szczególnie pechowy dla młodzieżowca okazał się wyścig dwunasty, kiedy to po przejechaniu pierwszego wirażu zanotował defekt. Czym był spowodowany? – Prawdopodobnie zabrakło prądu, ale żeby zweryfikować co się stało, muszę jeszcze raz przejechać się na tym motocyklu. Szczerze mówiąc, taka sytuacja jak dotąd mi się nie przytrafiła – zdradził żużlowiec.

Goście stawili spory opór biało-niebieskim. Przed trzynastą gonitwą na tablicy widniał remis po 36. Kluczowe dla losów meczu były trzy ostatnie odsłony wygrane przez gospodarzy w stosunku 5:1. – Stal zawsze jeździ dobrze w Lesznie i spodziewałem się trudnego boju. Zresztą, jakby nie patrzeć, w Ekstralidze nie ma słabych zespołów. Zawodnicy stają pod taśmą po to, by wygrywać. Wiadomo, że są ekipy, którym nie wiedzie się na początku rozgrywek, ale nie można odmówić im walki o punkty. Tym bardziej chwała chłopakom za to, że znaleźli odpowiednie ustawienia na końcówkę, bo wynik jest dość pokaźny – zakończył Smektała.