Baliński: Liczę na szybką poprawę



Zawodnikiem, który nie był najmocniejszym ogniwem Fogo Unii Leszno w niedzielnej potyczce z Lechmą Startem Gniezno, był Damian Baliński. Żużlowiec spisał się w kratkę. Potrafił wygrać wyścig, by w kolejnym przyjechać na końcu stawki.

Popularny Bally pojawiał się na leszczyńskim owalu czterokrotnie i wywalczył pięć punktów. Nie jest to jednak szczyt możliwości zawodnika, który ciągle poszukuje idealnej formy. – Oczywiście, nie jestem zadowolony ze swojego występu. Z pewnością stać mnie na więcej. Te dwa zera w ogóle nie powinny się pojawić w moim dorobku, tym bardziej, że jeździłem na własnym torze. Tylko dzięki systematycznej pracy, można odnieść sukces. Liczę na szybką poprawę. Jedyną rzeczą, z której mogę się cieszyć jest wynik drużyny. Zwyciężyliśmy i zrealizowaliśmy nasz cel – powiedział zmieszany zawodnik po inauguracyjnym starciu w Lesznie.

W tygodniu, leszczynianin triumfował w eliminacjach Złotego Kasku w Rawiczu, co sugerowało zwyżkę jego dyspozycji. Mecze Enea Ekstraligi okazały się jednak trudniejszą przeprawą. – W Rawiczu wszystko zagrało. Trzeba jednak pamiętać, że zarówno czwartkowe, jak i niedzielne zawody miały zupełnie inny charakter, niż wtorkowe eliminacje Złotego Kasku. Liga to zdecydowanie wyższa półka. Tutaj obsada jest mocniejsza i każdy z zawodników jeździ na sto procent swoich możliwości w każdym z biegów – tłumaczy. – W meczu z Gnieznem przydarzyły mi się dwie wpadki. Sporo zmieniałem w ustawieniach motocykla, ale nie do końca to pomogło. Bogu dziękować, że w ogóle stać mnie na jakiekolwiek zdobycze punktowe, po nie najlepszych występach w sparingach. Przede mną jeszcze wiele pracy – dodaje były kapitan biało-niebieskich.

Fogo Unia zwyciężyła Lechmę Start Gniezno różnicą ośmiu punktów. Gospodarze mają czego żałować, bowiem przewaga mogła być znacznie wyższa. – Większość z zawodników ma świadomość tego, że muszą jeszcze trochę popracować, by prezentować znacznie lepszą formę. Zdajemy sobie sprawę, że na obecną chwilę nie wygląda to kolorowo – przyznaje. – Z nadziejami jednak patrzymy w przyszłość. Wykorzystamy kilka dni na przygotowanie, by osiągać bardziej okazałe rezultaty. Nie byliśmy na tyle szybcy, by wygrać wyżej – zakończył niespełna 36-letni jeździec.

Rozmawiał: Łukasz Kaczmarek