Baliński: Było naprawdę trudno



W minorowym nastroju po meczu ligowym z Dospelem Włókniarzem był Damian Baliński. Drużyna Fogo Unii Leszno przegrała na własnym obiekcie z częstochowskimi Lwami 39:51 i nie zyskała ani jednego punktu do tabeli Enea Ekstraligi.

Popularny Bally zdobył 3 punkty z bonusem w czterech odsłonach. Wynik mógł być okazalszy, gdyby nie defekt motocykla podczas dziewiątej gonitwy. – Było naprawdę trudno. W jednym z biegów, po dwóch okrążeniach złapałem kapcia, a tuż przed metą spadł mi łańcuch. Szkoda, że nie udało mi się dojechać na trzeciej pozycji, ponieważ to jedno oczko byłoby zbawienne w kontekście bonusa – mówi niepocieszony. – Na tle Częstochowy, wyglądaliśmy blado. Odczuliśmy bardzo wyraźnie brak w naszych szeregach Fredrika Lindgrena i Tobiasza Musielaka. Goście w pełni wykorzystali nasze osłabienie i wygrali mecz. Byli zdecydowanie lepszą drużyną i trzeba im pogratulować. Liczyliśmy na zwycięstwo, tymczasem skończyliśmy zawody bez punktu. Jedziemy dalej, zobaczymy co z tego wyjdzie – dodaje leszczynianin.
 
Wysoka porażka na Stadionie im. Alfreda Smoczyka pokrzyżowała nieco plany Fogo Unii, która wciąż marzy o awansie do fazy play-off. – Co by się nie wydarzyło, będziemy do końca walczyć o pierwszą czwórkę. Z pewnością porażka skomplikowała naszą sytuację w tabeli, ale nie jesteśmy bez szans. Cały czas pozostajemy w grze o play-off. Podstawą do awansu jest jednak kompletny zespół. Trudno cokolwiek zdziałać, kiedy brakuje dwóch podstawowych zawodników. Pomimo tego, nie poddajemy się – deklaruje pełen nadziei zawodnik.
 
W obecnym sezonie Byki zwyciężały na obcych terenach aż czterokrotnie. O piątą wiktorię podopiecznym Romana Jankowskiego przyjdzie powalczyć w nadchodzącą niedzielę z Lechmą Startem Gniezno. – Jedziemy do Gniezna po zwycięstwo. W tym momencie to priorytetowa sprawa i myślę, że jesteśmy w stanie to uczynić. W tym roku spotkania wyjazdowe leżą nam bardziej, niż mecze na własnym torze. Wiadomo nie od dziś, iż wolimy nawierzchnie przyczepne, dlatego nic w tym dziwnego, że nie poradziliśmy sobie na twardym owalu z silnym rywalem, jakim są częstochowianie – słusznie zauważył Baliński. 
 
Bardzo twarda nawierzchnia przygotowana przez komisarza toru na niedzielne zawody, była sprzymierzeńcem gości. Ostatni raz przysłowiowy "beton" w Lesznie widziano w latach 90-tych. – Zgodnie z regulaminem to komisarz decyduje o tym, jak będzie wyglądał tor a my, zawodnicy, po prostu musimy się do niego należycie dostosować. Może i widowisko byłoby ciekawsze, gdyby owal był inaczej przygotowany, ale nie mamy na to wpływu – komentuje sytuację 35-latek.

Rozmawiał: Łukasz Kaczmarek