Adam Kaczmarzyk: Jedziemy tam bezwzględnie zakończyć serię



Jamalex Polonia 1912 Leszno ma za sobą dwa domowe mecze serii gier ćwierćfinałowych z Elektrobud-Investment ZB Pruszków. Póki co mamy remis po 1, ale Adam Kaczmarzyk wierzy, że zespół będzie w stanie rozstrzygnąć losy rywalizacji już w ten weekend.

W fazie zasadniczej, nasza drużyna przegrała w Pruszkowie 68:76. Tym razem ma być jednak inaczej. – To bardzo gorący teren i trudno się na nim gra. Hala jest dość specyficzna i ma dużo przestrzeni – twierdzi A. Kaczmarzyk. – Musimy wygrać chociaż jeden mecz, ale jedziemy tam z wiarą odniesienia dwóch, aby bezwzględnie zakończyć tę serię i od poniedziałku przygotowywać się już do półfinału. Nie wyobrażam sobie zakończenia sezonu tak szybko. To byłaby katastrofa – uważa leszczyński zawodnik.

W pierwszych dwóch potyczkach w hali Trapez, przeciwnik napsuł sporo krwi Polonistom. Mało brakowało, a wygrałby dwukrotnie. – Uważam, że zagraliśmy dwa różne spotkania. W pierwszym, pierwsza połowa była słaba w naszym wykonaniu. W drugiej odsłonie zagraliśmy lepiej w ataku, a i w obronie postawiliśmy rywalowi trudne warunki i to był klucz do sukcesu – mówi niski skrzydłowy. – Z kolei w drugim starciu spisaliśmy się fatalnie w ofensywie. Tyle punktów ile rzuciliśmy przez cały mecz, czyli 55, rzucaliśmy przedtem w samej pierwszej części. To był główny powód porażki. Czasami po prostu tak bywa, że ma się słabszy dzień i się nie trafia – przyznaje dodając, że chwilami ekipie brakowało koncentracji.

Kaczmarzyk wrócił na parkiet po kilkutygodniowej przerwie związanej z kontuzją kolana. Stało się na samym początku wygranego meczu z Kutnem. – Poczułem ból w kolanie. Okazało się, że mam naderwane troczki rzepki i naciągnięty przyczep więzadła krzyżowego tylnego w kolanie. Teraz jest już w miarę OK. Wspólnie z Przemysławem Kocybikiem mocno pracujemy, żebym był w stu procentach gotowy do gry – zakończył 30-latek.