Wrócił Misiaczyk, wrócił stary, dobry Real Astromal



Po wielu porażkach, na zakończenie pierwszej rundy, przełamali się nasi szczypiorniści. Real Astromal Leszno pokonał u siebie Olimp Grodków 29:24.

Gospodarze weszli w ten mecz źle. Po niespełna 60 sekundach przegrywali 0:2. W porę jednak opanowali sytuację i już w 3 minucie po trafieniu Michała Przekwasa objęli przodownictwo 3:2. W kolejnym fragmencie byliśmy świadkami wymiany ciosów. Najwyższą przewagę Real Astromal uzyskał po kwadransie, kiedy to było 9:7, ale taki wynik nie utrzymał się zbyt długo. Błędy popełniane w ataku pozycyjnym sprawiły, że goście znowu byli o jedną bramkę z przodu, głównie po golach z kontr. Jak się okazało na krótko. W końcówce miejscowi, dzięki swojemu uporowi, ponownie remisowali, a dosłownie tuż przed syreną, bramkę dającą prowadzenie 12:11 do przerwy zdobył Mariusz Rogoziński.

Drugą odsłonę nasz zespół rozpoczął z animuszem. Po kilku udanych akcjach w defensywie wspartej przez Krzysztofa Misiaczyka i ofensywie w 32 minucie zrobiło się 15:11. Przyjezdni nie zamierzali odpuszczać i mozolnie odrabiali straty. Kiedy już złapali kontakt, leszczynianie wspięli się na swój najwyższy poziom. Dobra współpraca z kołem pozwoliła uciec Olimpowi. W 45 minucie notowaliśmy w Trzynastce 22:17. W ostatniej fazie, rywal postawił wszystko na jedną kartę. Bronił wysoko na całym placu i grał bez bramkarza. To jednak nie przyniosło rezultatu, bo podopieczni Macieja Wieruckiego wykazali się konsekwencją i z przysłowiowym nożem na gardle zwyciężyli to spotkanie 29:24. Jego puentą był rzut w 60 minucie przez całe boisko Krzysztofa Meissnera, który znalazł drogę do siatki.

Bramki dla Realu Astromal zdobywali: Raczkowiak, Rogoziński i Jaśkowski po 6, Przekwas 4, Kuliński 2 oraz Nowak, Frieske, Napierkowski, Buda i Meissner po 1.