Szalony mecz w hali Trapez



Kapitalne widowisko obejrzeli kibice, którzy w niedzielę zawitali do hali Trapez. Po szalonym spotkaniu GI Malepszy Futsal Leszno pokonał Gwiazdę Ruda Śląska 6:5.

Pierwsza połowa w sposób zdecydowany należała do gospodarzy. Kolejne próby podejmowali Adrian Niedźwiedzki, Michał Bartnicki, Kamil Kruszyński i Dawid Witek. Gospodarze musieli wrócić myślami do 1 ligi, bo w niedzielę znowu zmuszeni zostali do gry niemal wyłącznie w ataku pozycyjnym. W takich sytuacjach najważniejsza jest jednak cierpliwość. Worek z bramkami rozwiązał się dopiero w 13. minucie, gdy gola po rzucie rożnym zdobył Piotr Pietruszko. Minutę później było już 2:0, kiedy ten sam zawodnik, po kontrze umieścił piłkę w pustej bramce rywali. Jak się później okazało, to nie był to koniec popisowej gry reprezentanta Polski. Piotr Pietruszko w 17 minucie podwyższył na 3:0 i wydawało się, że goście już się nie podniosą. Nic bardziej mylnego. Tuż przed przerwą doprowadzili do stanu 3:1, ale kwintesencję tego starcia obejrzeliśmy dopiero w drugiej połowie.

Po zmianie stron mecz zdecydowanie nabrał rumieńców. Przyjezdni nabrali sporej ochoty do gry i co ciekawe, dość szybko doprowadzili do remisu. Dwukrotnie gospodarzy zaskoczył Kamil Kmiecik, a w międzyczasie rywale zmarnowali jeszcze przedłużony rzut karny. Na wysokości zadania stanął Krzysztof Bartkowiak, który na chwilę zmienił między słupkami Michała Długosza. W 31. minucie czwartego z rzędu gola, tym razem dzięki rzutowi karnemu zdobył Piotr Pietruszko i mieliśmy 4:3. Kilkanaście sekund później do wyrównania doprowadził niezawodny Kamil Kmiecik. Do tego momentu był to zatem mecz dwóch aktorów, po obu stronach barykady.

Z uwagi na liczne faule, szansę z przedłużonego karnego otrzymali miejscowi. Niestety Piotr Pietruszko nie podtrzymał swej passy, nie trafiając nawet w światło bramki. W 33. minucie kapitalnym uderzeniem w samo okienko popisał się Dawid Witek, którego bramka ponownie wyprowadziła biało-czerwonych na prowadzenie, lecz horror trwał w najlepsze. Będący w polu karnym rywali Piotr Pietruszko stał zupełnie nieruchomo, a arbiter jednak zdołał dopatrzyć się faulu na bramkarzu. Tym sposobem goście otrzymali drugi przedłużony rzut karny, którego tym razem nie wybronił Krzysztof Bartkowiak. Potem taką samą szansę miał Michał Bartnicki, lecz na tablicy pozostał remis 5:5. Na 3 minuty przed końcem rywale otrzymali kolejny prezent od arbitrów. W trzecim 10-metrowym podejściu  gości, piłka powędrowała nad poprzeczką bramki Michała Długosza. To mogła być dla Gwiazdy piłka meczowa, lecz ostatnie słowo należało do podopiecznych Tomasza Trznadla. Na 120 sekund przed syreną kończącą mecz, gospodarze doprowadzili do stanu 6:5. Gol, który uznano za samobójczego ustalił wynik tej konfrontacji i trzy jakże ważne punkty ostatecznie zostały w Lesznie.

To był mecz, w którym mieliśmy dosłownie całą kwintesencję futsalu. Prowadzenie 3:0 które, jak się okazuje nie jest żadną przewagą, pięć przedłużonych rzutów karnych, kontrowersyjne decyzje sędziów, zwroty akcji, mnóstwo bramek i co najważniejsze – przesyt emocji.