Stanferd Sanny: Odtwarzałem ten rzut jeszcze 10 razy

SONY DSC


Jamalex Polonia 1912 Leszno, po heroicznym boju, wygrała u siebie z GKS Tychy i obroniła twierdzę. Kolejne w sezonie zwycięstwo nie przyszło jednak łatwo. Decydująca dla losów meczu okazała się końcowa faza spotkania, w której kapitalny popis swoich umiejętności dał Stanferd Sanny.

To nie był mecz, a prawdziwe „meczycho”. Kibice z zaciekawieniem wpatrywali się w parkiet i z zapartym tchem podziwiali efektowne akcje obu ekip. – Zgadzam się z tym, że to nie był zwykły mecz. Było dużo emocji, walki i adrenaliny. Byliśmy na to gotowi już przed spotkaniem. Wiedzieliśmy, że nasza ławka jest okrojona, a przeciwnik trudny i charakterny, będzie się chciał to wykorzystać. Ambicja i determinacja pomogła nam odnieść triumf – powiedział Sanny, jeden z bohaterów niedzielnego starcia.

Rzucający spisał się rewelacyjnie i wziął na siebie ciężar odpowiedzialności za wynik. W czwartej kwarcie był wręcz nie do zatrzymania. W sumie zdobył 23 punkty, zanotował także 4 asysty i 2 przechwyty. – Byłem bardziej aktywny, niż zwykle. Myślę, że mogła na to wpłynąć sytuacja, która panowała w naszym zespole. Niedyspozycyjność kilku graczy w jakimś stopniu pobudziła mnie do działania. Miałem parę dobrych zagrań, ale popełniłem również kilka głupich błędów. Cały czas dążę do ustabilizowania swojego poziomu gry, bo to w koszykówce seniorskiej bardzo ważne – ocenia niespełna 24-latek.

W szeregach gospodarzy zabrakło kluczowych zawodników, Jakuba Kobela oraz Macieja Rostalskiego. W trakcie rywalizacji, kontuzji nabawił się również Nikodem Sirijatowicz. – Nasza rotacja była ograniczona, co dało się odczuć na boisku. Ewidentnie nam ich brakowało. Kamil Chanas, mimo długiej przerwy, pokazał doświadczenie. Mieliśmy problemy z organizacją gry w ataku, ale z drugiej strony bardzo chcieliśmy wygrać i udowodnić, że można to zrobić w takich warunkach – uważa.

Ozdobą meczu z tyszanami był nieprawdopodobny rzut z końca boiska na sekundę przed syreną oznaczającą koniec pierwszej połowy Adama Kaczmarzyka. – Ten rzut do teraz robi na mnie wrażenie i myślę, że często będziemy go wspominać. W szatni wspominaliśmy go niejednokrotnie, a sam osobiście odtwarzałem fragment około 10 razy (śmiech). Bardzo rzadko trafia się tego typu rzuty, a tym samym rzadko można być ich świadkiem. Ja mogłem tego doświadczyć i cieszę się, że dokonał tego mój kolega z drużyny. W przeszłości miałem okazję zobaczyć coś takiego tylko na wycinkach z YouTube np. rzut Jacka Krzykały – zakończył Sanny.

 

strony internetowe leszno