Piotr Pawlicki: Mierząc się z nim trzeba szybko myśleć



Nie milkną echa niedzielnej konfrontacji na szczycie PGE Ekstraligi pomiędzy Fogo Unią, a Stelmet Falubazem. Po kapitalnym, pełnym emocji meczu, leszczynianie zwyciężyli na własnym torze zielonogórzan 51:39. Prym w ekipie gospodarzy wiódł Piotr Pawlicki.

Kapitan Byków był najskuteczniejszym zawodnikiem swojej drużyny, inkasując 11 punktów w pięciu biegach. Podopieczni Piotra Barona potwierdzili, że są w nieziemskiej formie i stać ich na zdobycie trzeciego z rzędu tytułu DMP. – Kiedy spotyka się lider z wiceliderem to wiadomo, że mecz będzie trudny i zacięty. Tak właśnie było. Cieszy to, że udało się osiągnąć przewagę i wygrać. Prowadzimy w tabeli i z tego miejsca należą się podziękowania dla całego zespołu raz sztabu za świetną pracę jaką wykonują. Mamy zamiar tak dojechać wjechać do play-off, a tam jak wiemy, gra zacznie się od nowa – mówił tuż po zawodach.

Zwycięstwa biało-niebieskich nie są już dla nikogo zaskoczeniem. Nawet w osłabieniu Fogo Unia potrafi wygrywać z rywalami. Czy zatem jest szansa, aby osiągnąć wyższy poziom? – Każdy z nas ma jakieś rezerwy. Gdyby było inaczej, to już teraz z bonusami zdobywalibyśmy komplety punktów. Wyciągamy wnioski, ponieważ tor nas trochę zaskoczył, ale w sensie pozytywnym. Był inny w porównaniu do poprzednich meczów. Pogoda jest zmienna, stąd czeka nas sporo pracy przy sprzęcie. Czasami jest bowiem tak, że lepiej idzie nam na wyjazdach, niż u siebie – uważa popularny 24-latek.

Chwilę grozy kibice przeżyli w biegu jedenastym. Popularny “Piter” przeszarżował i zanotował upadek, za co został wykluczony. – Przeprowadziłem zbyt szybki atak. Nie spodziewałem się, że chłopaki tak wąsko wejdą w drugi łuk. Jechałem dwa metry od krawężnika na prostej i przy tej prędkości siła odśrodkowa mnie wyciągnęła. Szczęście, że Dominik Kubera wyjechał z wirażu, a Martin Vaculik dobrze opanował motocykl. Najważniejsze, że skończyło się to wszystko cało i zdrowo dla nas – wyjaśnił.

Zwieńczeniem wspaniałego widowiska była odsłona piętnasta. W niej Pawlicki stoczył fenomenalny bój na ramię w ramię z Nickim Pedersenem. – To zawodnik prezentujący ostry styl jazdy i mierząc się z nim trzeba szybko myśleć. Kiedy go widzisz jak jedzie na prostych rękach w szczycie łuku i kieruje się prosto w ciebie, to musisz wiedzieć, co zrobić w takiej sytuacji. Mogłem jechać przy płocie lub przyciąć. Mi akurat udało się być przed nim na wyjściu z tego łuku i nie miał żadnego pola manewru. Próbował mnie nastraszyć, ale nie jestem żużlowcem, którego ogarnia strach. Było ciasno i powalczyliśmy na łokcie. Taki jest właśnie speedway – zakończył.