Okiem naczelnego: Tak Cię zapamiętam

SONY DSC


W minioną sobotę pożegnaliśmy Damiana Drewnowskiego. Zawodnik GI Malepszy Futsal Leszno przez ostatnie 11 miesięcy walczył z chorobą nowotworową. Zmarł mając zaledwie 24 lata.

Poznałem go kilka lat temu, gdy mieszkał przy ulicy Dąbrowskiego w Lesznie. Studiował wtedy w PWSZ, a naukę łączył z grą w piłkę nożną. Mimo sporej różnicy wieku, polubiłem go. Był niezwykle sympatyczny i wydawał się całkiem poukładany. Damian nie miał łatwego życia. Nie chciał dzielić się swoją przeszłością, dlatego ja też nie będę o niej pisał. Na swojej drodze spotkał jednak wspaniałych ludzi, którzy pomogli mu zmierzyć się z wieloma przeszkodami. Najbliżsi mówili mu “Damianek”, choć był to przecież dorosły facet. To świadczy o szczerej miłości, jaką Go obdarzyli.

Piłkarze po zdobytych golach często w bardzo charakterystyczny sposób wyrażają swoje zadowolenie. Krzysztof Piątek wykonuje gest z rewolwerami, a Kuba Błaszczykowski spogląda w niebiosa. Damian Drewnowski również miał swój gest. Po golu, biegł kilka kroków, po czym zatrzymywał się i ze zdwojoną siłą podnosił pięść ku górze. Wkładał w to mnóstwo energii, dając w ten sposób upust emocjom. Tak go właśnie zapamiętam!

Damian zawsze miał własne zdanie, dlatego nie był zawodnikiem idealnym. Często wdawał się w dyskusję z sędziami, a Ci “odwdzięczali” mu się kartkami. Sztab szkoleniowy i koledzy z boiska zdawali sobie sprawę z jego temperamentu, charyzmy i niezwykłego zaangażowania. Gdy na parkiecie pojawiał się numer 21, z ławki dało się słyszeć okrzyki kolegów – Damian, spokojnie! Dani, bez kartek! Chcieli Go utemperować, a On wchodził na plac gry i zawsze dawał z siebie wszystko, a nawet jeszcze więcej. Taki właśnie był Damian!

W sposób szczególny, w pamięci utkwił mi mecz z 3 lutego 2018 roku. Może dlatego, że mogłem oglądać go na żywo, bezpośrednio w Gnieźnie. W drugiej połowie na tablicy wyników widniał rezultat 2:2. Z obu stron sytuacja była bardzo nerwowa. W pewnym momencie na parkiet wtargnął jeden z tamtejszych działaczy i uderzył Damiana. Ten niestety dał się sprowokować i arbiter pokazał mu czerwony kartonik. Drewno znowu był w roli głównej… choć tym razem to był zupełny przypadek. Przypadek za który zawieszono go na dwa kolejne spotkania. Ostatecznie leszczynianie wygrali 3:2, po golu Sergeya Chamukhi.

Damian Drewnowski był jednym z głównych autorów awansu do 1. Polskiej Ligi Futsalu. W sezonie 2015/2016 strzelał gola za golem. Podkreślał, że robi to dla swojego ukochanego klubu – Zdobyte bramki niesamowicie mnie podbudowują i nakręcają do dalszej pracy. Czuję się pewnie na wszystkich pozycjach. Zawsze wkładam w mecz całe swoje serce, bo kocham wygrywać. To drużynie zawdzięczam wypracowane mi sytuacje, a ja raduję się, że w większości przypadków udaje mi się je wykorzystać i w ten sposób pomagam zespołowi – mówił wówczas, po jednym z ligowych spotkań.

Tuż przed pogrzebem obejrzałem materiał Telewizji Leszno, w którym pokazano między innymi gole zdobyte przez Damiana. Wszystko opatrzone wspaniałym komentarzem Łukasza Kaczmarka. To było coś niesamowitego! Damiana już tutaj nie było, ale ja mogłem jeszcze raz zobaczyć jego miłość do piłki. To była niezwykle szczera radość z sukcesu, który właśnie osiąga. On to kochał. Chciał być na szczycie.

Pokładano w nim ogromne nadzieje. Po debiutanckim sezonie na zapleczu Futsal Ekstaklasy szybko podpisał kontrakt i miał swój cel: awans z GI Malepszy Futsal Leszno do najwyższej klasy rozgrywkowej. W ostatniej kampanii już nie zagrał. Walczył z chorobą, ale jego koledzy wykonali zadanie. Uzyskali przepustkę do marzeń. I wcale nie zrobili tego bez niego. Damian śledził każdy mecz i trzymał kciuki za zespół. Pytał o najdrobniejsze szczegóły, a potem wspólnie z nimi cieszył się z awansu. W ostatniej wiadomości do mnie napisał na messengerze: – Walczę! Dziękuję jeszcze raz i widzimy się na parkiecie! Już planował swój powrót na boisko. Miał przy tym świadomość, że trudno będzie od razu wskoczyć na tak wysoki poziom. Dlatego najpierw chciał się odbudować. Nie zdążył.

W nocy 20 czerwca niespodziewanie odszedł. Dzień wcześniej zadzwonił do mnie Lesław Nowak, wiceprezes klubu. Był po rozmowie z Damianem, który chciał osobiście podziękować wszystkim za wsparcie, bo właśnie sobie zdał sprawę z tego, że jeszcze tego nie zrobił. Wieczorem przygotowałem specjalną grafikę, którą miał wykorzystać w mediach społecznościowych. Rano Damiana już nie było wśród nas.

DANIEL NOWAK