Nie przestają wygrywać u siebie



Kolejne zwycięstwo na własnym parkiecie odnieśli nasi szczypiorniści. Real Astromal Leszno pokonał MKS Wieluń 27:20.

Początek spotkania był dosyć nerwowy. Obie drużyny popełniały sporo błędów własnych, w efekcie również nie oglądaliśmy zbyt wielu bramek. Po 7 minutach było ledwie 2:1 dla gospodarzy. W 11 minucie po trafieniu Krzysztofa Meissnera, leszczynianie mieli dwie bramki przewagi. Przewagą tą długo jednak się nie nacieszyli. Grający w osłabieniu goście doprowadzili w 13 minucie do wyrównania po 4. W drugiej fazie pierwszej połowy, Real Astromal prezentował się lepiej. Dobrze funkcjonowała obrona wsparta rewelacyjnym Fryderykiem Musiałem, dzięki czemu w 19 minucie zrobiło się 8:5. Przyjezdni chcieli jak najszybciej wrócić do meczu. Mieli ku temu okazję, bo dwójki złapali najpierw Marcin Jaśkowski, a następnie Krzysztof Misiaczyk. Nie wykorzystali swojej szansy, za co zostali skarceni przez niezwykle skutecznych miejscowych, którzy to po 30 minutach prowadzili 14:9.

Drugą odsłonę podopieczni Macieja Wieruckiego rozpoczęli z wysokiego “C”. Kilka udanych akcji zarówno w defensywie, jak i ofensywie sprawiło, że na tablicy mieliśmy 17:9. Wielunianie, zdający sobie sprawę z uciekającego wyniku, poderwali się do ataku. Zmniejszanie dystansu trwało tylko do 39 minuty. Było wtedy 18:13. Później, na placu dominowali leszczynianie. Kolejne bramki Jaśkowskiego i Meissnera przy grze o jednego zawodnika mniej, zupełnie podcięły skrzydła MKS. I choć Real Astromal stracił Misiaczyka, który w 41 minucie obejrzał czerwoną kartkę, to radził sobie świetnie, udanie broniąc dostępu do bramki i zdobywając kolejne, i to z różnych pozycji. Biorąc pod uwagę to, jak wiele dogodnych okazji w końcówce meczu zmarnowali gospodarze, ostateczny triumf 27:20 można uznać za najniższy wymiar kary dla MKS.

Bramki dla Realu Astromal zdobywali: Łuczak 6, Jaśkowski, Meissner i Zdobylak po 4, Szkudelski i Wierucki po 2 oraz Przekwas, Rogoziński, Nowak, Raczkowiak i Buda po 1.