Marcin Jaśkowski: Mając takiego człowieka, zyskujesz pewność



Marcin Jaśkowski to nowa postać na pokładzie Realu Astromal. W minioną sobotę rozegrał pierwszy mecz ligowy w leszczyńskich barwach. Swój występ okrasił 4 bramkami.

Dla samego zawodnika o wiele istotniejszy był jednak triumf ekipy. – Staram się nie patrzeć na dokonania indywidualne. Czasami rzucając jedną bramkę można zagrać dobry mecz. Pozytywne oceniam występy zarówno przedsezonowe, jak i ten inauguracyjny. Wiem jednak, że stać mnie i kolegów na lepszą grę. Mam nadzieję, iż nie spoczniemy na laurach i pójdziemy za ciosem. Mamy przecież 20 ludzi głodnych gry – powiedział M. Jaśkowski, który przybył do Leszna z Zielonej Góry. Jak przebiega jego aklimatyzacja? – Zostałem bardzo ciepło przyjęty przez zespół. Dostałem dużo wsparcia od nowych kolegów i sztabu szkoleniowego. Na pewno pomogło mi to w szybkim zgraniu z chłopakami. Od samego początku mogłem czuć się pewnie i swobodnie na boisku – dodał.

Inauguracja przebiegła zgodnie z oczekiwaniami. Leszczynianie pewnie pokonali na własnym parkiecie Siódemkę Miedź Legnica 25:18 i zainkasowali trzy punkty. – Od startu przygotowań powtarzamy sobie jedno słowo: zespół. Trener często to podkreśla. Myślę, że naszą siłą będzie szeroka i wyrównana kadra. To klucz do sukcesu nie tylko w meczu z legniczanami, ale i do dobrych wyników w następnych spotkaniach – uważa rozgrywający. – W sobotę postawiliśmy szczelną obronę, przez co rywal był bezradny. Jeśli nawet udało im się przedrzeć, to w bramce mieliśmy Fryderyka Musiała. Można powiedzieć, że po 20 minutach zaczęliśmy kontrolować przebieg spotkania – komentuje postawę drużyny.

To właśnie wspomniany Fryderyk Musiał był bohaterem sobotniej potyczki, broniąc rzuty przeciwnika z każdej pozycji. – Był fenomenalny. Nawet jak popełniliśmy błąd, to był tym ostatnim zawodnikiem i ratował nas od straty gola. Czasami wykonywał wręcz niewiarygodne interwencje – przyznał wprost M. Jaśkowski. – Miałem okazję grać już takie mecze, gdzie bramkarz muruje bramkę. Powiem szczerze, że niesamowicie przekłada się to na drużynę i niesie ją do wygranej. Mając takiego człowieka za sobą zyskujesz pewność siebie i masz przekonanie, że nie przegrasz. Napędza to nie tylko defensywę, ale też atak – wspomina 24-latek.

Podopieczni Macieja Wieruckiego myślami są już przy następnym starciu. To czeka ich w najbliższy weekend w Wieluniu, gdzie zmierzą się z MKS. – To będzie niezwykle trudne spotkanie. To bardzo solidna ekipa. Przed sezonem dokonali kilku ciekawych transferów. Czeka nas ciężka przeprawa, lecz wierzę, że uda się wygrać na gorącym terenie. Wszystko w naszych głowach i rękach. Jeżeli zagramy swoją piłkę ręczną to wrócimy do Leszna z pełną pulą – zakończył.

Agencja reklamowa Leszno