Marcin Jaśkowski: Do każdego rywala trzeba podchodzić z pokorą



Real Astromal zgubił pierwsze punkty na własnym parkiecie. W sobotę, leszczynianie zremisowali z Grunwaldem Poznań, by w rzutach karnych udowodnić swoją wyższość nad rywalem. Połowiczny sukces, swoją grę oraz szanse na zajęcie pierwszego miejsca komentuje Marcin Jaśkowski.

Potyczka z klubem ze stolicy Wielkopolski od pierwszej do ostatniej minuty była zacięta. Śmiało można jej przypisać miano derbów z prawdziwego zdarzenia. Czy nasi zawodnicy spodziewali się tak świetnej postawy ze strony Grunwaldu? – To bardzo dobra drużyna. Mimo, iż w sezonie wiedzie im się różnie, to wiedzieliśmy, że w derbach pokażą najlepszy handball – przyznał M. Jaśkowski. – Cały tydzień przygotowywaliśmy się na twardą i brutalną grę, więc nie było mowy o jakimkolwiek zaskoczeniu z którejś strony. Derby zawsze mają specyficzny charakter i nigdy nie mają faworyta, bez względu na pozycję w tabeli. Miałem okazję grać w derbach lubuskich i przebieg tych meczów jest zawsze taki sam, czyli walka, walka i jeszcze raz walka. To mecze, gdzie wygrywa ten zespół, któremu uda się złamać rywala. W sobotę nie udało się to ani nam, ani poznaniakom i padł remis. Rzuty karne natomiast, jak każdy wie, to loteria i szczęście. Tym razem było ono po naszej stronie – wyjawia.

Mało brakowało, a Real Astromal zgarnąłby pełną pulę. Na 9 sekund przed końcową syreną do siatki rzutem z połowy boiska trafił Krzysztof Misiaczyk. Nieco wcześniej o czas poprosił trener Maciej Wierucki i sędziowie słusznie zresztą bramki nie uznali. – Łatwo gdybać po meczu. W danej chwili wszystko działo się bardzo szybko. Końcówce spotkania towarzyszyły duże emocje zarówno na boisku, jak i na ławce, więc nie warto spekulować. Liczy się to, że połowicznie, ale obroniliśmy swoją twierdzę – uważa rozgrywający. – To był wyrównany pojedynek i śmiało można stwierdzić, że główne role odegrały obrony. Fryderyk Musiał bronił wspaniale, ale nie można zapominać o całej defensywie, która harowała przez pełne 60 minut na rezultat. Obie połowy nie były finezyjne i to trzeba sobie powiedzieć wprost. Był to raczej mecz dla koneserów, którzy potrafią dostrzec pewne niuanse i smaczki – dodaje.

Nie da się ukryć, że był to kolejny udany występ Jaśkowskiego. Niespełna 25-latek zdobył dla gospodarzy 8 bramek, będąc najjaśniejszą postacią w ofensywie. – W każdym meczu staram się dać jak najwięcej dla zespołu. To, że w ostatnim czasie zdobywam sporo bramek nie jest tylko moją zasługą, ale całego zespołu, który na to pracuje. Sytuacji rzutowych w pojedynkę nie byłbym w stanie wypracować. Oczywiście cieszę się, że jestem skuteczny, ale nie zapominam o drużynie, która mi w tym pomaga. Najważniejsze są jednak punkty, bo bez nich indywidualne osiągnięcia są nic nie warte – stwierdził z dużą dozą skromności zawodnik i podkreślił, że przenosiny do Leszna były krokiem w przód w jego karierze. – Tutaj mogę walczyć o najwyższe cele i patrzeć z optymizmem w przyszłość. Trener, jak i reszta chłopaków od pierwszych chwil w klubie dali mi duże wsparcie. Błyskawicznie zaaklimatyzowałem się i teraz staram się odpłacić im to jak najlepszą postawą na boisku – zaznaczył.

Przed leszczynianami bardzo ważne mecze. W najbliższą sobotę wybiorą się do Ostrowa, na starcie z czwartą Ostrovią, a 16 marca rozegrają, być może decydujące o pierwszej pozycji spotkanie, z Olimpią Medex Piekary Śląskie. – Moim zdaniem wszelkie dywagacje na temat ligi i układu tabeli są w tym momencie niczym wróżenie z fusów. Rozgrywki są zaskakujące i przez to niezwykle ciekawe. Do każdego rywala trzeba podchodzić z pokorą i szacunkiem. Podchodzimy do każdego meczu z takim samym nastawieniem. Nieważne, czy są to Piekary, czy niżej notowana ekipa. Przy pełnym zaangażowaniu możemy wygrać z każdym. Nie ma łatwych meczów i uważam, że jeszcze nie raz będziemy zaskoczeni rezultatami. Koncentrujemy się na sobie i krok po kroku chcemy dążyć do celu – zakończył szczypiornista.