Kamil Napierkowski: Nie dopuszczam myśli o spadku



Od porażki rundę rewanżową rozpoczęli nasi piłkarze ręczni. Real Astromal Leszno, choć prowadził, ostatecznie uległ Siódemce Miedzi Legnica.

W 23 minucie spotkania na tablicy widniał wynik 10:7 dla gospodarzy. Wydawało się, że są w stanie sprawić niespodziankę. Po zmianie stron, inicjatywę przejęli goście i to oni mogli po końcowej syrenie cieszyć się ze zwycięstwa. – Mimo słabego początku wróciliśmy do gry, momentami przeważając i wynik napawał optymizmem na druga połowę. Każdy pracował w obronie jak i ataku – uważa Kamil Napierkowski. – W druga odsłonę weszliśmy źle. Przydarzyła się szybka kara i niewykorzystane rzuty. Do tego straciliśmy Krzysztofa Misiaczyka, a dobrze wiemy, że jest to zdecydowanie lider naszej defensywy. Podcięło nam to skrzydła i trudno było nam się podnieść i odrobić straty. Na pewno nie zabrakło nam sił. Ciężko pracowaliśmy nad tym, żeby wytrzymywać końcówki meczów – dodał.

Real Astromal wciąż zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli i czeka go morderczy bój o utrzymanie. – Sytuacja jest bardzo trudna, ale wiemy z czym trzeba się zmierzyć. Mimo problemów nikt z nas nie odpuszcza na treningach i dajemy z siebie wszystko, by ta obecna pozycja się polepszyła. Czasu jest coraz mniej, jednak zawsze staram się być optymistą i w tym przypadku jest tak samo. Nie dopuszczam myśli o spadku i mocno wierzę, że zła passa minie i zaczniemy zdobywać punkty, a co za tym idzie każdy zapomni ze Leszno było w dołku – mówi młody rozgrywający.

Napierkowski dołączył do klubu przed sezonem 2019/2020 z II-ligowej Tęczy Kościan. Co może powiedzieć po pół roku gry w Lesznie? – Czuję się tutaj bardzo dobrze. Dostaję mnóstwo sugestii i wskazówek, które pomagają mi zaaklimatyzować się w drużynie. Był to bardzo intensywny okres. Dużo pracy jeszcze przede mną nad każdym elementem, lecz jestem zmotywowany – stwierdził nadmieniając, że pomiędzy I, a II ligą widać sporą różnicę. – Przede wszystkim gra jest szybsza. Do tego jest twarda obrona, mocne i intensywne treningi, które pomagają odnaleźć się na boisku.

Terminarz nie jest sprzymierzeńcem leszczynian. W nadchodzącą sobotę, podopieczni Macieja Wieruckiego wybiorą się do Poznania, na derbowy pojedynek z Grunwaldem. Tydzień później zagrają w hali Trzynastka z MKS Wieluń. – Zdajemy sobie sprawę, że kalendarz jest napięty. W naszej sytuacji nie ma łatwych rywali i do każdego meczu przygotowujemy się jak na prawdziwą bitwę. Rywal jest w przysłowiowym gazie, ale gdzie najlepiej się odbudować? – zapytuje Napierkowski. – Derby są doskonałą okazją na przełamanie. Zawsze przynoszą mnóstwo emocji i dodatkowy zastrzyk adrenaliny. Osobiście nie mogę się doczekać tego meczu. Na pewno będzie walka do ostatniej minuty. Liczę że po meczu to my będziemy się cieszyć z pełnej puli punktów – zakończył pełen nadziei szczypiornista.