Janusz Kołodziej: Potrafimy się uzupełniać



Wciąż nie ma mocnych na Fogo Unię Leszno. W 6 kolejce PGE Ekstraligi, Byki rozprawiły się ze Stelmet Falubazem Zielona Góra. Zwycięstwo jest zasługą całej drużyny, co po spotkaniu podkreślił Janusz Kołodziej.

Dla biało-niebieskich nie ma znaczenia, czy jedzie u siebie, czy na wyjeździe. Bije rywali na łeb na szyję, jak chce i ile chce. Jak to w ogóle możliwe? – Taką mamy dobrą drużynę. Wszyscy jadą na bardzo wysokim poziomie. Nie da się ominąć nikogo – odpowiada J. Kołodziej. – Mimo, iż zabrakło Brady’ego Kurtza, to ponownie wyśmienicie zaprezentowała się młodzież. To były trudne zawody, ale ułożyły się one po naszej myśli, co niezmiernie cieszy – dodaje.

Początek zawodów był wyrównany. Po trzech odsłonach notowaliśmy remis 9:9. Od czwartego wyścigu gospodarze zaczęli budować przewagę, w efekcie czego już przed biegami nominowanymi mogli odhaczyć kolejny triumf w tegorocznych rozgrywkach. – Tor był jednakowy dla każdego i nie możemy na to zrzucać winy. Nie od razu wiedzieliśmy, jak się przełożyć. Szukaliśmy ustawień i staraliśmy się szybko spasować, aby osiągnąć jak najlepszy rezultat – oznajmił żużlowiec.

Choć już teraz, Fogo Unia jest nieosiągalna dla reszty ekip, trener Piotr Baron stwierdził, że jego podopiecznych stać na jeszcze więcej. Co na to popularny “Koldi”? – Wiele rzeczy można poprawić, ale póki co chyba nie trzeba (śmiech). Mamy ze sobą świetny kontakt i dobrze się dogadujemy. Wszystko hula i stąd taki super wynik. Mam wrażenie, że jesteśmy zespołem kompletnym. Są kontuzje, czy gorsze dni, ale potrafimy się uzupełniać i to jest wspaniała sprawa – uważa.

W niedzielnym klasyku, wychowanek tarnowskich Jaskółek zdobył 6 punktów i trzy bonusy, co nie jest dla niego szczytem marzeń. – Nie mogę być zadowolony. Nie do końca to ogarnąłem. Byłem trochę pogubiony. Nie ma co się załamywać, bo jutro jest nowy dzień. Wyciągniemy wnioski, sprawdzimy motocykle i znajdziemy przyczynę słabszego występu – wyznał.

Starcie lidera z wiceliderem przysporzyło kibicom sporo emocji. Oglądaliśmy mnóstwo ciekawych pojedynków m.in. Kołodzieja z Piotrem Protasiewiczem. – Czasami dochodzi do sytuacji stykowych, tym bardziej w takich meczach. Ostatnio przebiegały dość spokojnie, ale teraz znowu zaiskrzyło. Pojawiały się upadki, skrzywione koła. Przyciągaliśmy się niczym magnes – relacjonuje 35-latek, odnosząc się do konkretnej sytuacji z gonitwy czternastej. – Przeciwnik widział lukę i to wykorzystał. Na szczęście nie doszło do kolizji. Nikt do nikogo nie ma pretensji. Taki jest żużel, że musisz walczyć o swoje. Ja też nie byłem dłużny i posłałem mu szprycę – tłumaczy.

Inauguracja cyklu Grand Prix na Stadionie PGE Narodowym w Warszawie nie była udana dla Kołodzieja. Zebrał 4 oczka i zajął czternaste miejsce. – Generalnie mam problem z jazdą na mniejszych torach. Sprzęt mam naprawdę dobry, wysokiej marki, lecz nie czułem się swobodnie na motocyklu. Jest to trochę we mnie zakorzenione – przyznał, licząc na lepszy występ w kolejnej rundzie, która odbędzie się w tę sobotę w słoweńskim Krsko. – To większy tor i dlatego powinno być lepiej. Czas pokaże jak będzie – zakończył.