Do czterech razy sztuka



Po raz czwarty w sezonie w meczu Realu Astromal, o zwycięstwie decydowały rzuty karne. Wcześniej, leszczynianie trzykrotnie okazywali się gorsi w tym elemencie od rywali. Inaczej było w sobotę, kiedy to po remisie 26:26 w regulaminowym czasie, leszczynianie lepiej wykonywali siódemki od AZS UW Warszawa.

Starcie szóstej z czwartą drużyną ligi było bardzo interesujące i trzymało w napięciu do samego końca. Mimo to, dwa punkty zdobyte przez nasz zespół, biorąc pod uwagę przebieg spotkania, można rozpatrywać w kategoriach porażki.

Otwarcie, podobnie jak przed tygodniem w meczu z Zieloną Górą, było w wykonaniu naszej ekipy dość chaotyczne. Przy wyprowadzeniu dwóch pierwszych ataków, miejscowi popełnili faul w ataku. Przeciwnik początkowo tego nie wykorzystywał, bo długo było 1:1, ale potem objął dwubramkowe przodownictwo. To nie trwało wiecznie, ponieważ w kolejnej fazie, leszczynianie weszli na odpowiedni poziom. Genialne interwencje Fryderyka Musiała, a także indywidualne popisy Michała Przekwasa dały po 10 minutach remis po 3.

Na pierwsze prowadzenie, Real Astromal musiał czekać aż do 17 minuty. Wtedy to, po golu Wojciecha Ledera, zrobiło się 6:5. Warszawianie zaczęli prezentować agresywniejszy handball, co skutkowało wykluczeniami. Osłabienia przełożyły się na ich postawę. W 21 minucie, na tablicy widniał rezultat 10:5. Wydawało się, że podopieczni Macieja Wieruckiego pójdą za ciosem i uciekną akademikom. Zabrakło konsekwencji oraz koncentracji. Sporo kłopotów sprawiała dwójka Tomasz Makowski i Michał Steć. W 25 minucie strata gości wynosiła ledwie dwie bramki. Końcówka należała jednak do leszczynian, którzy zagrali na wysokim procencie skuteczności. Nie dopuszczali do łatwych pozycji rzutowych przyjezdnych. Ci, jeśli mieli dogodne okazje, to byli zatrzymywani przez kapitalnie dysponowanego tego dnia „Frytę” lub blokami defensywy. Do przerwy wynik brzmiał 15:10.

Po zmianie stron nie było tak kolorowo. Pierwsze minuty drugiej połowy nie zapowiadały takiego napięcia. Real Astromal realizował założenia taktyczne i nawet potrafił zbudować pokaźną przewagę. Dzięki kilku przytomnym odbiorom i szybkim szarżom, w 39 minucie było aż 18:12. Im dalej w las, tym było gorzej. W następnym okresie, inicjatywę przejęli warszawianie. Na kwadrans przed końcem było ledwie 19:17 i można było mieć obawy, czy gospodarzom uda się utrzymać prowadzenie. Coraz częściej, nerwów na wodzy nie wytrzymuje defensywa i mnożą się kary. Do wyrównania po 22 doprowadził z rzutu karnego Wiktor Przybysz. Później do naszego team’u uśmiechnęło się szczęście, bo ten sam zawodnik trafił w słupek, a na listę strzelców wpisał się Damian Krystkowiak. W mgnieniu oka powróciliśmy do punktu wyjścia, czyli stanu remisowego.

Na 30 sekund przed końcową syreną efektownym rzutem z biodra popisał się Przekwas. Było wtedy 26:25. Ostatnie słowo należało do gości, którzy wykorzystują podwójne osłabienie w naszych szeregach. Akcję ze skrzydła wykończył Steć i po 60 minutach było 26:26. Miejscowi nie podłamali się, dość pechowych dla nich scenariuszem i podeszli do konkursu siódemek z nadzieją przełamania złego impasu. Wreszcie z loterii wyszli z nich zwycięsko 4:2 i zainkasowali ważne dwa punkty.

Bramki dla Realu Astromal Leszno zdobywali: Przekwas 7, Misiaczyk i Leder po 4, Giernas i Meissner po 3, Krystkowiak 2 oraz Bartłomiejczyk 1. Najwięcej goli dla AZS UW Warszawa ustrzelił Michał Steć, 7.

Agencja reklamowa Leszno