Bartosz Smektała – nasz mistrz



Indywidualne Mistrzostwo Świata Juniorów i Drużynowe Mistrzostwo Polski w dwa dni. Z osiągnięć zdobytych w tak krótkim odstępie czasowym mógł cieszyć się w tym sezonie Bartosz Smektała, dla którego ostatni weekend września był niezwykle udany i obfitował w wiele miłych przeżyć.

20-latek wraz z Fogo Unią Leszno wzniósł w górę siedemnaste w historii klubu puchar za zwycięstwo w lidze. – To był dobry sezon, ale złożyło się na niego wiele czynników. Z pewnością, by efekt końcowy był zadowalający, trzeba pracować cały rok. Owszem, przegraliśmy kilka meczów, ale też nie zawsze można wygrywać. Z porażek natomiast wyciągnęliśmy wnioski, dzięki czemu teraz możemy cieszyć się ze złotego medalu – podsumował.

Sam Smektała był jednym z ojców sukcesu biało-niebieskich. Wielokrotnie ratował team w trudnych chwilach. – Na początku nieco się męczyłem na motocyklu. Chociaż punktowałem, to nie były to punkty, jakich sam od siebie bym oczekiwał. Poza tym, nie przychodziły mi one łatwo. Na szczęście w porę dogadałem się ze sprzętem. Wiedziałem również jakich zmian dokonywać, by być szybkim na torze – ocenia.

W ubiegłorocznych rozgrywkach podopieczni Piotra Barona wspięli się na szczyt w dramatycznych okolicznościach. Tym razem, Byki okazały się bezsprzecznie najlepsze i w pełni zdominowały PGE Ekstaligę, o czym świadczą wyniki. – W zeszłym sezonie sięgnęliśmy po tytuł po walce. Przystępowaliśmy do fazy play-off z czwartego miejsca i tak naprawdę wszystko zależało od nas. W tym sezonie było trochę inaczej, bo startowaliśmy z pozycji lidera. Wygraliśmy fazę zasadniczą i faktycznie, gdybyśmy nie stanęli na najwyższym stopniu podium, to bylibyśmy lekko rozczarowani, bo w przekroju całej kampanii, apetyt rósł w miarę jedzenia – uważa popularny „Smyk”. – Jeśli odnosi się zwycięstwa z silnymi rywalami, to ambicje są bardzo duże. Tak było w naszym przypadku. To nie było proste zadanie, tym bardziej, że broniliśmy tytułu. Możemy być jednak szczęśliwi, bo jesteśmy pierwszą drużyną od dawien dawna, której udała się ta sztuka – zaznacza.

W wielu meczach, Fogo Unia musiała radzić sobie w osłabieniu. Na początku sezonu brakowało Piotra Pawlickiego, później na moment wypadł kontuzjowany Janusz Kołodziej, a cały sierpień przez uraz stracił Dominik Kubera. – Kluczem do sukcesu było wzajemne uzupełnianie się. Generalnie dyspozycja zawodników była wysoka, ale nie raz zdarzało się, że jednemu z nas nie szło. Mimo tego, inni byli w stanie to nadrobić. Ponadto atmosfera w zespole była wspaniała. Pokazaliśmy, że jesteśmy zgraną ekipą i potrafimy wybrnąć z każdej sytuacji – stwierdził.

Oprócz DMP, zawodnik został IMŚJ, co jest dla niego największym sukcesem w karierze. Do trzeciego finału w Pardubicach Smektała przystępował z drugiej pozycji. W Czechach pojechał znakomicie, był nieomylny, co pozwoliło mu na zgarnięcie trofeum. – Było to moim celem, ale nie byłem na to przygotowany. Po turnieju w Lesznie powoli uświadamiałem sobie, że nie uda mi się tego dokonać. Zdawałem sobie sprawę ze straty do Maksyma Drabika oraz formy, w jaką prezentuje – przyznał. – Na tę ostatnią rundę zmobilizowałem się i ostatecznie zwyciężyłem. Po zawodach długo do mnie docierało, co się stało. Byłem zaskoczony. Wciąż próbuję oswoić się z tą myślą – dodał, mówiąc jednocześnie, że najważniejszy w drodze do triumfu był spokój.

Rok 2018 to także debiutancki rok Smektały w szwedzkiej Elitserien. Młodzieżowiec zdobywał punkty dla Vastervik Speedway, gdzie niejednokrotnie był liderem drużyny. – To była dla mnie niesamowita szkoła jazdy. Od lat marzyłem o starcie w Szwecji. To marzenie się spełniło. Dostałem szansę i z tego miejsca chciałbym podziękować włodarzom klubu za szansę, jaką mi dano, bo o starty w Elitserien nie jest łatwo. Poznałem wiele nowych torów o całkowicie innych nawierzchniach, zebrałem cenne doświadczenie i stałem się lepszym zawodnikiem – powiedział, nie zdradzając, w którym klubie będzie ścigał się w następnym sezonie.

Leszczynianie przystąpią do kolejnego sezonu w identycznym składzie. Prezes Piotr Rusiecki nawet w przypadku fiaska rozmów kontraktowych z którymś z żużlowców, nie planował transferów. Jednym z pełniących rolę seniora, miałby być właśnie młody Smektała. – Jeśli byłaby taka potrzeba na pewno podjąłbym się takiego wyzwania. Zdaję sobie sprawę, że 2019 rok będzie moim ostatnim w roli juniora i im wcześniej rozpocząłbym ściganie z pozycji seniorskiej, to byłoby to dla mnie krokiem w przód. Dopóki jednak jestem juniorem, chcę z tego skorzystać – zakończył.